niedziela, 25 lutego 2007 01:00
Odkrycia na grodzisku w Gzinie były rewelacyjne!
Gzin był badany przez 10 lat,: od 1968 do 1978 roku. Przez 8 lat prowadziliśmy intensywne badania grodziska, a potem przez dwa sezony prowadziliśmy badania powierzchniowe na terenie całego Gzina. Wówczas nie były to czasy łatwe dla archeologii, dla tworzenia programów badawczych na dużą skalę, badań interdyscyplinarnych.
Poza tym, dzisiaj są już inne metody badań, które przychodzą nam z pomocą, min.: nauki przyrodnicze, dendrochronologia, metoda badania węgla radioaktywnego C14 i inne.
Tym niemniej, odkrycia na grodzisku w Gzinie były rewelacyjne!
Gzin należy do wyjątkowych stanowisk w skali Polski. Mieliśmy szczęście, że na te badania były pieniądze. Często „wychodzone”, łączone z finansów Uniwersytetu, Urzędu Gminy, Urzędu Miasta. Grodzisko w Gzinie łączone jest z kulturą łużycką i miało znaczenie kultowe, jak wykazały to nasze badania. Gród funkcjonował w schyłkowym okresie halsztackim i wczesnym okresie lateńskim ( ok. 500-300 lat p.n.e).
Dlaczego gród jest wyjątkowy, dlaczego jest kultowy, dlaczego tak też określamy jego funkcję?
Wynika to z kilku czynników. Grodzisko w obecnej formie, od strony wielkiego parowu (kt
óry schodzi ponad 37 m w dół do strumienia), otoczone jest tylko pół metrowym wałem, gdyż dostępność od tej strony była bardzo trudna. Nie było potrzeby wznoszenia w tym miejscu wyższego wału. Natomiast od strony płaskiego terenu, zachowane wały do dziś mają 11 m wysokości!.
Proszę sobie wyobrazić, ile mogły mieć pierwotnie, przynajmniej 2 - 3 m więcej. Wynika z tego, że był to szczególnie chroniony gród obronny.
Z drugiej strony, odkrycia i wyniki badań wnętrza grodziska (majdanu) wykazują wyraźnie, że mamy do czynienia z obrzędowością, z kultem religijnym. W obrębie samego majdanu odkryliśmy 61 jam, niektóre z nich dochodziły do 3-5 m głębokości. W ich wnętrzu odkryliśmy szczątki ludzkie, które świadczą jednoznacznie, że uprawiano w grodzie kanibalizm.
Był
to kanibalizm rytualny, kultowy. Ludzie, żyjący w tym okresie, nie mieli za mało białka, żeby w taki sposób uzupełniać jego niedobory (poprzez spożywanie ludzkiego ciała).
W okolicy były żyzne ziemie rolne, prowadzono chów zwierząt (głównie bydła rogatego), polowano na dziką zwierzynę, nie było więc żadnego zagrożenia głodem. Kiedy badaliśmy Gzin, stwierdzenie, że ludność kultury łużyckiej (uznawana wówczas za prasłowiańską) stosowała praktyki kanibalistyczne, przyjmowano z dużymi oporami. Badania całego zespołu łużycko-pomorskiego wykazały, iż od strony etnicznej, ludność kultury łużyckiej nie jest jednoznacznie prasłowiańska. Uprawianie kanibalizmu wskazywało na powiązanie tych praktyk z kultem (obecnie trudno jednoznacznie stwierdzić z jakim).
Wiadomo, że w okresie kultury łużyckiej, panował kult solarny, na co wskazują chociażby ornamenty na naczyniach ceramicznych, ale oprócz tego zjadanie szczątków ludzkich (wykluczam tu zjadanie zmarłych), ma szerokie podłoże etnologiczne i dlatego należało by to rozpatrywać na bardzo szerokim tle. W Gzinie mieliśmy takie jamy, gdzie szczątków ludzkich było bardzo dużo. Składowane tak szczątki przysypywano i powtórnie w tych
samych jamach skład
owano kolejne.
Z tego wynika, że musiały być jakieś pory roku – trudno w tej chwili powiedzieć jakie, oraz związane z tym obrzędy, które ten kanibalizm pozwalały uprawiać. Wokół grodu w Gzinie (w jego najbliższym sąsiedztwie i dalszej okolicy) gromadziło się intensywne osadnictwo łużycko-pomorskie. Gród był centrum kultowym, do którego mieszkańcy okolicznych osad (razem z mieszkańcami grodu) musieli zbierać się na rytualne obrzędy w pewnych okresach. Gdybyśmy w Gzinie odkryli jedną jamę ze szczątkami ludzkimi, czy też jeden przypadek kanibalizmu, ale tu występowała masowość tego zjawiska potwierdzona dużą ilością jam z ludzkimi szczątkami.
Jeżeli chodzi o zabudowę majdanu, to była ulokowana pod wałem. Środek grodu pozostawał pusty. Drewniane domy skupione były wzdłuż wałów. Dawało to doskonałą możliwość obrony na wypadek ataku, a ten ogromny prostokątny plac (180 m długości) był poza tym idealnym miejscem, gdzie mogły odbywać się jakieś zgromadzenia, obrzędy i rytuały.
To, że był to gród kultowy, przyjęli już w tej chwili wszyscy badacze zajmujący się kulturą łużycką.
Sezon badawczy w Gzinie trwał w ciągu roku nieraz od maja do września. Byliśmy wtedy na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika niewielką Katedrą (tworzyło ją 6-7 osób), obecnie funkcjonuje duży - znaczący Instytut (ponad 48 zatrudnionych osób), z wieloma specjalnościami ukierunkowanymi na określone epoki dziejów, z dydaktyką prowadzoną w szerokim zakresie od wielu lat. Jednak wtedy mieliśmy więcej czasu na siedzenie w terenie i prowadzenie badań.
Przez wiele lat zajmowałam się kulturą łużycką. Wyszłam z pod ręki słynnego archeologa prof. Józefa Kostrzewskiego w Poznaniu, który dał podwaliny pod polską archeologię. Przejęłam od niego zamiłowanie do kultury łużyckiej, i u niego też pisałam pracę magisterską na temat ceramiki malowanej kultury łużyckiej na Śląsku.
Życie pisze różne scenariusze, więc zaraz po studiach (nie miałam wtedy jeszcze etatu) zaczęłam badać zamek krzyżacki w Toruniu. Na zamku, pod wszystkimi późniejszymi warstwami, była też osada kultury łużyckiej.
W trakcie badań Gzina zrobiłam doktorat z kultury łużyckiej. Następnie poproszono mnie, abym zajęła się opactwem, Klasztorem Benedyktynów w Mogilnie.
W 1970 roku zaczęłam „kopać” klasztor. Habilitację zrobiłam z archeologii i historii architektury. Przeszłam w ten sposób w zupełnie inne czasy, ale kultura łużycka pozostała moją pierwszą miłością.
Wracając do Gzina, wokół grodziska nie odkryto żadnego cmentarzyska. W obrębie grodziska odkryliśmy także dużą ilość fragmentów naczyń ceramicznych (w tym ok. 80 całych naczyń), bogato zdobionych rytym i plastycznym ornamentem. W tej chwili część zbiorów znajduje się w Muzeum w Chełmnie, a część w Muzeum Początków Państwa Polskiego w Gnieźnie. Jest to zbiór ceramiki wyjątkowo pięknej i świadczy to też, że mogła być używana do obrzędów rytualnych. Całe naczynia znajdowaliśmy w jamach ustawione na szczątkach ludzkich. Jedno odkrycie było bardzo ciekawe. Jama głęboka na ponad 3 m, na dnie naczynie z ciałopaleniem, i wszystko przysypane piaskiem, a powyżej ślady rytuału
kanibalistycznego - szczątki ludzkie wielu osobników, składane z nimi różne bransolety, naszyjniki, szpile, całe naczynia, i wszystko etapami przysypywane. Świadczy to ewidentnie, że niektóre jamy musiały być przez dłuższy czas używane i przysypywane w celach higienicznych. Odkryliśmy również jamy, gdzie wyraźnie było widać, że użyto ich tylko raz i zasypano.
Grodziska w Gzinie nie można porównywać z Biskupinem (pomimo, że był to mniej więcej ten sam czas). Gród
w Biskupinie był zabudowany rzędami domostw na całej powierzchni (poza niewielkim wolnym placem przy bramie), natomiast tak jak wspomniałam wcześniej, zabudowa drewniana w grodzie gzińskim była skupiona jedynie przy wale (środek był wolny od zabudowy). Dla Gzina jest bardzo szczegółowa dokumentacja, na podstawie której, moż
na by pokusić się o zrobienie rekonstrukcji samego wyglądu ówczesnego grodu.
Nie powinnam, jako naukowiec, mieć takiego stosunku do Gzina, ale to miejsce, wydaje mi się szczególne chociażby ze względu na rytuał, który był tam praktykowany, to co ci ludzie wtedy czuli i przeżywali. Gzin to jednym słowem tajemnicze grodzisko, czuje się tu sacrum, i pomimo mojego stosunku emocjonalnego, uważam, że dokonane tam odkrycia archeologiczne są bardzo istotne dla poznania kultury łużyckiej. Proszę sobie porównać Gzin z jakimkolwiek innym grodziskiem kultury łużyckiej w Polsce. Nawet dziś robi ogromne wrażenie jak się tam pojedzie i zobaczy na własne oczy to wyjątkowe założenie.
Grodzisko w Gzinie do czasu naszych badań, znane było nie tylko jako pochodzące z czasów kultury łużyckiej,
ale też jako dawny gród wczesnośredniowieczny. Jednak po tylu latach badań, nie znaleźliśmy na tym obiekcie ani jednego śladu z wczesnego średniowiecza, co oczywiście nie wyklucza, że na terenie obecnej miejscowości Gzin są gdzieś pozostałości osady wczesnośredniowiecznej. Grodzisko należące do kultury łużyckiej wzniesione na przełomie okresu halsztackiego D i okresu wczesnolateńskiego nosi też wyraźne ślady kultury pomorskiej. Idea budowania takiego grodu miała podwójny aspekt. Okoliczna ludność w razie niebezpieczeństwa chowała się w tym grodzie. Poza tym było to miejsce kultowe. W domostwach, wewnątrz grodu mieszkała garstka ludzi, którzy strzegli jego bezpieczeństwa i obrzędów, które tam się odbywały. Domy były naziemne, wykonane z drewna.
Uważam, że gród ten powinien pozostać w takiej formie, w jakiej obecnie istnieje. Ponadto powinien być w jakiś sposób zabezpieczony, żeby przez ludzką niekompetencję nie został zniszczony. Nie widzę najmniejszego sensu, robić z niego czegoś na podobieństwo Biskupina. Można by jedynie wykonać model tego obiektu (makietę z rekonstrukcją jego dawnego wyglądu).
Jak przyjechałam do Gzina pod koniec lat siedemdziesiątych, to mieszkała tam rodzina Zapasków, która akurat wybudowała nowy dom i oddała go grupie archeologów, jako mieszkanie na czas badań. Mieszkaliśmy dosłownie pod samym wałem. Wtenczas życie tętniło w tym gospodarstwie. Pamiętam studnię na dziedzińcu, wszędzie pełno drobiu i innych zwierząt.
Pamiętam też sytuację, gdy pani Zapaskowa wyjechała na jakieś wesele, a tu zaczęła się cielić krowa. Z grupą archeologów pomogliśmy przyjść na świat dorodnemu cielakowi.
To był bardzo miły okres. Zaprzyjaźniliśmy się bardzo z mieszkańcami Gzina, zaprzyjaźniliśmy się szczególnie z rodziną Zapasków, i te dziesięć lat bardzo wiele dla nas znaczyło.
Pamiętam to bardzo proste wiejskie jedzenie, które pani Zapaskowa nam robiła, pyszne masło, czy upieczony chleb i wiejski smalec ...
Smaki z Gzina prześladują mnie przez całe życie. Takich dobrych rzeczy jak masło robione na miejscu, przechowywane w liściach kapusty, wspaniałe zsiadłe mleko w glinianych garnkach, przechowywane w piwniczce albo wpuszczane do studni, które można było kroić nożem, do tego młode ziemniaczki okraszone i już było wspaniałe jedzenie.
Mojemu synowi (dziś profesorowi archeologii) najbardziej smakował wiejski chleb ze smalcem lub miodem.
Ciągle w pamięci mam tych ludzi, którzy tam żyli, budynki, które tętniły życiem.
Dzisiaj nie odnajduję już tamtego Gzina.



Wynika to z kilku czynników. Grodzisko w obecnej formie, od strony wielkiego parowu (kt
Proszę sobie wyobrazić, ile mogły mieć pierwotnie, przynajmniej 2 - 3 m więcej. Wynika z tego, że był to szczególnie chroniony gród obronny.
Z drugiej strony, odkrycia i wyniki badań wnętrza grodziska (majdanu) wykazują wyraźnie, że mamy do czynienia z obrzędowością, z kultem religijnym. W obrębie samego majdanu odkryliśmy 61 jam, niektóre z nich dochodziły do 3-5 m głębokości. W ich wnętrzu odkryliśmy szczątki ludzkie, które świadczą jednoznacznie, że uprawiano w grodzie kanibalizm.
Był
W okolicy były żyzne ziemie rolne, prowadzono chów zwierząt (głównie bydła rogatego), polowano na dziką zwierzynę, nie było więc żadnego zagrożenia głodem. Kiedy badaliśmy Gzin, stwierdzenie, że ludność kultury łużyckiej (uznawana wówczas za prasłowiańską) stosowała praktyki kanibalistyczne, przyjmowano z dużymi oporami. Badania całego zespołu łużycko-pomorskiego wykazały, iż od strony etnicznej, ludność kultury łużyckiej nie jest jednoznacznie prasłowiańska. Uprawianie kanibalizmu wskazywało na powiązanie tych praktyk z kultem (obecnie trudno jednoznacznie stwierdzić z jakim).
Wiadomo, że w okresie kultury łużyckiej, panował kult solarny, na co wskazują chociażby ornamenty na naczyniach ceramicznych, ale oprócz tego zjadanie szczątków ludzkich (wykluczam tu zjadanie zmarłych), ma szerokie podłoże etnologiczne i dlatego należało by to rozpatrywać na bardzo szerokim tle. W Gzinie mieliśmy takie jamy, gdzie szczątków ludzkich było bardzo dużo. Składowane tak szczątki przysypywano i powtórnie w tych
Z tego wynika, że musiały być jakieś pory roku – trudno w tej chwili powiedzieć jakie, oraz związane z tym obrzędy, które ten kanibalizm pozwalały uprawiać. Wokół grodu w Gzinie (w jego najbliższym sąsiedztwie i dalszej okolicy) gromadziło się intensywne osadnictwo łużycko-pomorskie. Gród był centrum kultowym, do którego mieszkańcy okolicznych osad (razem z mieszkańcami grodu) musieli zbierać się na rytualne obrzędy w pewnych okresach. Gdybyśmy w Gzinie odkryli jedną jamę ze szczątkami ludzkimi, czy też jeden przypadek kanibalizmu, ale tu występowała masowość tego zjawiska potwierdzona dużą ilością jam z ludzkimi szczątkami.
Jeżeli chodzi o zabudowę majdanu, to była ulokowana pod wałem. Środek grodu pozostawał pusty. Drewniane domy skupione były wzdłuż wałów. Dawało to doskonałą możliwość obrony na wypadek ataku, a ten ogromny prostokątny plac (180 m długości) był poza tym idealnym miejscem, gdzie mogły odbywać się jakieś zgromadzenia, obrzędy i rytuały.
To, że był to gród kultowy, przyjęli już w tej chwili wszyscy badacze zajmujący się kulturą łużycką.
Przez wiele lat zajmowałam się kulturą łużycką. Wyszłam z pod ręki słynnego archeologa prof. Józefa Kostrzewskiego w Poznaniu, który dał podwaliny pod polską archeologię. Przejęłam od niego zamiłowanie do kultury łużyckiej, i u niego też pisałam pracę magisterską na temat ceramiki malowanej kultury łużyckiej na Śląsku.
Życie pisze różne scenariusze, więc zaraz po studiach (nie miałam wtedy jeszcze etatu) zaczęłam badać zamek krzyżacki w Toruniu. Na zamku, pod wszystkimi późniejszymi warstwami, była też osada kultury łużyckiej.
W 1970 roku zaczęłam „kopać” klasztor. Habilitację zrobiłam z archeologii i historii architektury. Przeszłam w ten sposób w zupełnie inne czasy, ale kultura łużycka pozostała moją pierwszą miłością.
Wracając do Gzina, wokół grodziska nie odkryto żadnego cmentarzyska. W obrębie grodziska odkryliśmy także dużą ilość fragmentów naczyń ceramicznych (w tym ok. 80 całych naczyń), bogato zdobionych rytym i plastycznym ornamentem. W tej chwili część zbiorów znajduje się w Muzeum w Chełmnie, a część w Muzeum Początków Państwa Polskiego w Gnieźnie. Jest to zbiór ceramiki wyjątkowo pięknej i świadczy to też, że mogła być używana do obrzędów rytualnych. Całe naczynia znajdowaliśmy w jamach ustawione na szczątkach ludzkich. Jedno odkrycie było bardzo ciekawe. Jama głęboka na ponad 3 m, na dnie naczynie z ciałopaleniem, i wszystko przysypane piaskiem, a powyżej ślady rytuału
Grodziska w Gzinie nie można porównywać z Biskupinem (pomimo, że był to mniej więcej ten sam czas). Gród
w Biskupinie był zabudowany rzędami domostw na całej powierzchni (poza niewielkim wolnym placem przy bramie), natomiast tak jak wspomniałam wcześniej, zabudowa drewniana w grodzie gzińskim była skupiona jedynie przy wale (środek był wolny od zabudowy). Dla Gzina jest bardzo szczegółowa dokumentacja, na podstawie której, moż
Nie powinnam, jako naukowiec, mieć takiego stosunku do Gzina, ale to miejsce, wydaje mi się szczególne chociażby ze względu na rytuał, który był tam praktykowany, to co ci ludzie wtedy czuli i przeżywali. Gzin to jednym słowem tajemnicze grodzisko, czuje się tu sacrum, i pomimo mojego stosunku emocjonalnego, uważam, że dokonane tam odkrycia archeologiczne są bardzo istotne dla poznania kultury łużyckiej. Proszę sobie porównać Gzin z jakimkolwiek innym grodziskiem kultury łużyckiej w Polsce. Nawet dziś robi ogromne wrażenie jak się tam pojedzie i zobaczy na własne oczy to wyjątkowe założenie.
Grodzisko w Gzinie do czasu naszych badań, znane było nie tylko jako pochodzące z czasów kultury łużyckiej,
Uważam, że gród ten powinien pozostać w takiej formie, w jakiej obecnie istnieje. Ponadto powinien być w jakiś sposób zabezpieczony, żeby przez ludzką niekompetencję nie został zniszczony. Nie widzę najmniejszego sensu, robić z niego czegoś na podobieństwo Biskupina. Można by jedynie wykonać model tego obiektu (makietę z rekonstrukcją jego dawnego wyglądu).
Jak przyjechałam do Gzina pod koniec lat siedemdziesiątych, to mieszkała tam rodzina Zapasków, która akurat wybudowała nowy dom i oddała go grupie archeologów, jako mieszkanie na czas badań. Mieszkaliśmy dosłownie pod samym wałem. Wtenczas życie tętniło w tym gospodarstwie. Pamiętam studnię na dziedzińcu, wszędzie pełno drobiu i innych zwierząt.
Pamiętam też sytuację, gdy pani Zapaskowa wyjechała na jakieś wesele, a tu zaczęła się cielić krowa. Z grupą archeologów pomogliśmy przyjść na świat dorodnemu cielakowi.
To był bardzo miły okres. Zaprzyjaźniliśmy się bardzo z mieszkańcami Gzina, zaprzyjaźniliśmy się szczególnie z rodziną Zapasków, i te dziesięć lat bardzo wiele dla nas znaczyło.
Pamiętam to bardzo proste wiejskie jedzenie, które pani Zapaskowa nam robiła, pyszne masło, czy upieczony chleb i wiejski smalec ...
Smaki z Gzina prześladują mnie przez całe życie. Takich dobrych rzeczy jak masło robione na miejscu, przechowywane w liściach kapusty, wspaniałe zsiadłe mleko w glinianych garnkach, przechowywane w piwniczce albo wpuszczane do studni, które można było kroić nożem, do tego młode ziemniaczki okraszone i już było wspaniałe jedzenie.
Mojemu synowi (dziś profesorowi archeologii) najbardziej smakował wiejski chleb ze smalcem lub miodem.
Ciągle w pamięci mam tych ludzi, którzy tam żyli, budynki, które tętniły życiem.
Dzisiaj nie odnajduję już tamtego Gzina.
Z prof Jadwigą Chudziakową
UMK w Toruniu
rozmawiał i zapisał
Krzysztof Wierzbicki
UMK w Toruniu
rozmawiał i zapisał
Krzysztof Wierzbicki
| « poprzednia | następna » |
|---|