piątek, 04 marca 2005 00:00
Formę osadnictwa wiejskiego na prawie holenderskim, nazywano w Prusach Królewskich osadnictwem „olęderskim”.
W pierwszej połowie XVI w. na fali ruchów reformacyjnych we Wschodniej Fryzji (Holandia) narodził się nowy ruch religijny, którego założycielem był Menno Simons (1496-1591), stworzył on doktrynę, która wyrastała na gruncie istniejącego już ruchu antylurerańskiego i secesji antyzwingiliańskiej. Menonici (biorący swoją nazwę od imienia założyciela ruchu) nie akceptowali zwierzchnictwa Rzymu, uznawali tylko dwa sakramenty – komunię i chrzest dorosłych. Mieli wiele wspólnego z anabaptyzmem, z którego wyrastali, byli trynitarzami, uznawali boskość Chrystusa, ale mieli odmienne poglądy na jego ludzką naturę. W przeciwieństwie do teologów protestanckich Simons akcentował znaczenie wolnej woli człowieka przy jego zbawieniu, ponoszenia odpowiedzialności za własne czyny. Menonici odrzucali stosowanie przemocy, a w konsekwencji służbę wojskową; zgodnie ze słowami Ewangelii nie uznawali też przysiąg.
Z całego ruchu anabaptystycznego najbardziej wyróżniała menonitów idea życia wspólnotowego, nawiązująca do wspólnot pierwszych chrześcijan. Najlepszym sposobem na zaprowadzenie ładu w świecie był według M. Simonsa sakralny charakter gminy oraz oddzielenie jej od sporów i konfliktów społeczno-politycznych. Pełnoprawnym członkiem wspólnoty zostawało się po przyjęciu chrztu. Realizacja wspomnianej idei podobnie jak unikanie służby wojskowej, budziły zawsze największy niepokój władz i w XVIII w. stały się przyczyną kłopotów pruskich menonitów.
Szczytne założenia nie uchroniły ruchu przed rozłamem wewnętrznym, przyczyną którego nie były jednak sprawy dogmatyczne, tylko obyczajowe, m. in. kwestie związane z małżeństwem. Nie rozwiązane spory stały się przyczyną późniejszego rozłamu na gminy flamandzkie, złożone zazwyczaj z zamożnych kupców i rzemieślników z Flandrii i Zachodniej Fryzji, charakteryzujące się większą ortodoksyjnością i purytanizmem oraz gminy fryzyjskie, uboższe i traktowane przez pobratymców z pewnym lekceważeniem ze względu na „grubiaństwo” (prostotę) obyczajów.[34]
Do Prus Królewskich menonici zaczęli napływać w pierwszej połowie XVI w., kiedy to na skutek niepokojów i ruchów społeczno-religijnych w Niderlandach wiele osób uchodziło z ojczyzny ratując głowy i dobytek. Przyczyny ich emigracji były dwojakiej natury, jedną z nich było poszukiwanie kraju, w którym by posiadali wolność praktykowania swojego wyznania, drugą zaś sprawy natury ekonomicznej związane ze zniszczeniami dokonanymi przez wojska hiszpańskie w Niderlandach w XVI w. oraz klęskami głodu, powodziami i epidemią dżumy, które spowodowały ruinę gospodarczą kraju. Na opuszczenie ojczyzny decydowały się osoby stosunkowo zamożne, które stać było na opłacenie podróży morskiej, a także zapłacenie dość wysokiego „wkupnego” przy obejmowaniu nowych gruntów. Skierowanie się uchodźców do Prus Królewskich (oraz Książęcych) spowodowane było między innymi ożywionymi stosunkami handlowymi, które łączyły te prowincje Rzeczypospolitej z Niderlandami.
Imigracja holenderska spotkała się w Polsce z życzliwym przyjęciem, ponieważ feudałowie dążyli do powiększenia swoich dochodów poprzez zwiększanie areału uprawnego drogą osuszania terenów podmokłych, zasiedlania pustek, nieużytków i trzebienia lasów a także intensywniejszego wykorzystania pastwisk i ugorów. Próby zasiedlenia Żuław Gdańskich przez ludność rodzimą w drugiej połowie XV w. skończyły się niepowodzeniem. Natomiast zasiedlenie tych terenów ludnością holenderską począwszy od lat trzydziestych następnego stulecia zakończyło się sukcesem, gdyż dysponowała ona wyższą techniką rolną, ponadto posiadała umiejętność osuszania terenów podmokłych za pomocą złożonego systemu rowów odwadniających oraz tam i grobli. Ten przykład zachęcił tenutariuszy królewszczyzn, administratorów dóbr kościelnych oraz miasta i szlachtę do sprowadzania Holendrów w celu zagospodarowywania dalszych pustek i nieużytków[35].
W pierwszym okresie osadnictwa na prawie holenderskim większość miejscowości tego typu zakładano na gruntach nizinnych i podmokłych, później jednak, zwłaszcza po zniszczeniach z okresu wojen szwedzkich, zaczęto je lokować na gruntach pustych i zaniedbanych. Chociaż pierwotnie termin „holender” czy „olęder” oznaczał także narodowość, w okresie późniejszym (XVII-XVIII w.) zmienił swój zakres oznaczając przede wszystkim człowieka wolnego, dzierżawiącego na prawie emfiteutycznym grunty podmokłe, nizinne i karczowiska. Wśród kolonistów na prawie holenderskim spotykamy później także Niemców i Polaków, z drugiej strony część etnicznych Holendrów uległa germanizacji, nie można jednak rozciągać tego zjawiska na całą zbiorowość i utożsamiać menonitów z Niemcami, jak czyniła to starsza literatura niemiecka[39].
Organizację gmin olęderskich możemy poznać dzięki zachowanym przywilejom osadniczym, czyli tzw. kontraktom. W Prusach Królewskich sporządzano je zazwyczaj w języku łacińskim lub niemieckim, chociaż spotykamy też dokumenty polskojęzyczne. Kontrakt osadniczy wydawany przez pana feudalnego gminie olęderskiej był formalnie aktem jednostronnym, ale w rzeczywistości była to umowa dwustronna – pana z osadnikami. Przywilej taki był bowiem wystawiany dopiero po wcześniejszym ustaleniu warunków przez pana i grupę osadników lub ich reprezentanta, jeśli lokowano nową osadę lub zorganizowaną gminę olęderską (ewentualnie jej zastępcę) w przypadku odnawiania kontraktu.
Kontrakty osadnicze regulowały i określały szereg spraw wchodzących w zakres prawa publicznego i prywatnego. Ich podstawowym zadaniem było sprecyzowanie stosunku osadników do pana i gruntu, wzajemnych praw i obowiązków, przede wszystkim zaś zagwarantowanie olędrom wolności osobistej oraz prawa do samorządu i sądownictwa gminnego. Karola Ciesielska ustaliła, że kontrakty te dotyczyły w większości następujących kwestii: zależności prawnej olędrów od pana; zakresu pańskiej władzy sądowniczej; zależności gruntowej osadników; praw rzeczowych, tj. okresu dzierżawy, praw użytkowych i wolności handlu; powinności dworskich (czynszów i robocizn); przymusu propinacyjnego i przymusu mielenia zboża w młynie pańskim; serwitutów rybnych, pastwiskowych i leśnych; samorządu gminnego; sądownictwa; szkolnictwa; prawa spadkowego; opieki nad sierotami; stosunku do Kościoła katolickiego i powinności kościelnych oraz powinności publicznych.
Olędrzy byli ludźmi osobiście wolnymi, ich zależność od pana feudalnego sprowadzała się do zależności sądowej. Pański sąd patrymonialny w pierwszej instancji rozsądzał cięższe przestępstwa, wyjęte spod jurysdykcji gminnej, w drugiej zaś rozpatrywał apelacje od wyroków sądu sołtysiego. Prawdopodobnie z tytułu sprawowania zwierzchności sądowniczej nad osadnikami pan nie pobierał żadnych opłat, inaczej niż w przypadku wsi na prawie chełmińskim.
Forma zależności gruntowej łącząca osadników holenderskich z panem feudalnym była o wiele korzystniejsza niż miało to miejsce w przypadku chłopów pańszczyźnianych. Olędrzy związani byli z ziemią pańską tylko umową dzierżawną i to nadzwyczaj korzystną, bo długoterminową. Najchętniej zawierano umowy na okres 30-60 lat, chociaż już w drugiej połowie XVII i w XVIII w. pojawiły się umowy na zasadzie dzierżawy wieczystej. Zakres praw osadników do dzierżawionej ziemi był bardzo szeroki, natomiast prawa pana do ziemi w okresie trwania umowy ograniczały się jedynie do pobierania ustalonych wcześniej świadczeń.
Przy zawieraniu kontraktu i przejmowanie gruntów w użytkowanie osadnicy płacili feudałowi „wkupne” (gottespfenik), którego wysokość była znaczna, ponieważ przeciętnie stanowiła 1/10 czynszu ustalonego na cały okres dzierżawy. W Prusach Królewskich osadnicy musieli płacić „wkupne” przy każdorazowym odnawianiu kontraktu z feudałem, inaczej niż np. w Wielkopolsce, gdzie opłatę tę uiszczało się jednorazowo, przy obejmowaniu gruntu w wieczyste posiadanie.
Za zgodą macierzystej gminy i pana olęder mógł w każdej chwili sprzedać swoje gospodarstwo osobom trzecim. Pan był zwykle zainteresowany tylko tym by przy ewentualnych zmianach nie ucierpiał wysokość przysługującego mu czynszu. Osadnicy dysponowali także prawie nieskrępowaną wolnością opuszczania gruntu i sprzedaży zabudowań lub ich rozebrania. W chwili wygaśnięcia kontraktu lub sprzedaży gospodarstwa osobom trzecim otrzymywali zwrot poniesionych kosztów, a także zapłatę za poczynione prace wodno-melioracyjne i utrzymywanie w należytym porządku rowów, wałów i śluz. Osady olęderskie posiadały również prawo do nieskrępowanej sprzedaży własnych płodów rolnych i bydła.
We wsiach, które były lokowane całkowicie na nowo koloniści otrzymywali od roku do siedmiu lat wolnizny, co miało im ułatwić zagospodarowanie się. Także w przypadku zniszczenia osady na skutek działań wojennych lub klęsk elementarnych na pewien czas zwalniano mieszkańców od czynszów.
Powinności osadników wobec pana ograniczały się praktycznie do płacenia czynszów, ich przeciętna wysokość była zróżnicowana, podawana w różnych jednostkach monetarnych i obliczana na podstawie zróżnicowanych miar gruntu. Olędrzy z Prus Królewskich z reguły płacili wyższe czynsze niż osadnicy w Koronie, co wiązało się z lepszą dochodowością ziem pruskich, a także z tym, że nie byli oni pociągani do posług i robót dworskich. Czynsze w naturaliach były bardzo rzadko praktykowane na terenie prowincji. Obowiązek uiszczania czynszów spoczywał na całej gminie, która w razie niewypłacalności któregoś z osadników musiała uiścić za niego opłatę w pełnej wysokości, określonej w kontrakcie. Sprzyjało to także kształtowaniu się poczucia solidarności w stosunku do współmieszkańców gminy oraz wytwarzało poczucie odrębności od innych osad.
Mieli natomiast olędrzy obowiązek budowy oraz konserwacji wałów, tam ochronnych, grobli i mostów. Większość osad obowiązywał przymus propinacyjny, natomiast zezwalano osadnikom na ważenie piwa w czasie żniw na własny użytek. Poza tym okresem wolno było sprowadzać piwo z zewnątrz za zgodą pana z okazji uroczystości rodzinnych, jak wesela, chrzty i pogrzeby. Jednak niektóre z osad w Prusach Królewskich posiadały całkowitą swobodę warzenia piwa oraz kupowania go na zewnątrz, gdzie tylko zechcą. Przymus mielenia zboża w młynie pańskim także nie dotyczył wszystkich osadników i tak olędrzy mogli cieszyć się swobodą w tym zakresie, dopóki dzierżawca jednej z tych wsi nie pobuduje własnego młyna.
Olędrzy posiadali także prawo połowu ryb, z reguły w wodach położonych w granicach osady i na własny użytek. Niekiedy występowały serwituty rybne, jak w przypadku, gdy zezwalano osadnikom na połów ryb w wydzielonym obszarze Wisły. Z serwitutami pastwiskowymi na terenie Prus Królewskich się nie spotykamy, natomiast częste były przypadki dzierżawienia przez osady olęderskie lub pojedynczych kolonistów całych pastwisk. Tylko nieliczne wsie posiadały prawo polowania. Prawdopodobnie menonici z Prus Królewskich nie mieli prawa do korzystania z lasów pańskich, choć kwestia ta nie jest dostatecznie rozpoznana.
Wewnątrz osady koloniści rządzili się „prawem holenderskim”, które według niektórych badaczy było odmianą prawa chełmińskiego. Wszyscy mieszkańcy wsi byli sobie równi. Urząd sołtysa nie był dziedziczny, nie zależał też od nominacji pańskiej, lecz pochodził z wyboru dokonywanego przez wszystkich mieszkańców osady. W podobny sposób obierano ławników. Zazwyczaj wybory odbywały się co roku, chociaż w niektórych osadach kadencja sołtysa trwała dwa lub trzy lata. Jak wspomniano wyżej, sołtys i ławnicy zajmowali się sądzeniem drobniejszych przestępstw, zaś przestępstwa kryminalne i apelacje od wyroków znajdowały się w gestii pana feudalnego. Organizację samorządu i zakres jego działalności regulowały szczegółowo wilkierze wystawiane osobno dla każdej osady.
Majątek zmarłego osadnika dziedziczyli jego potomkowie, jednak w przypadku ich braku przypadał on nie gminie tylko panu. Opiekę nad sierotami i ich dobytkiem sprawowali krewni lub opiekunowie, którzy mieli dbać nie tylko o ich dobro i pomnażanie pozostawionego majątku, ale także o to by czynsz należny panu był uiszczany w niezmienionej wysokości i odpowiednim czasie.
Większość kontraktów osadniczych z Prus Królewskich nie zawiera wzmianek na dotyczących stosunku do Kościoła katolickiego. Jednak z innych źródeł wiadomo, że olędrzy płacili na jego rzecz dziesięcinę, tacę oraz inne świadczenia i to niezależnie od swojego wyznania[40].
Występowały duże różnice w systemie uprawy ziemi we wsiach na prawie chełmińskim gdzie dominowała trójpolówka a wsiami olęderskimi, gdzie każdy osadnik otrzymywał pole w jednym kawałku w postaci długiej wstęgi. Domy były usadowione u końca tych wstęg, zaś ulica była do nich prostopadła. Wieś miała więc zabudowę stosunkowo zwartą. Przeciętne gospodarstwo olęderskie miało prawdopodobnie 2 włóki chełmińskie, tak więc od chwili lokacji powstawały silne i samodzielne gospodarstwa. Znaczna była szerokość poszczególnych parcel, np. przy 30 ha i 2,5 km długości jej szerokość wynosiła ok. 120 m, było więc dużo miejsca na postawienie zabudowań mieszkalnych, gospodarczych i przydomowy ogród.
Sposób rozplanowania gospodarstwa został przeniesiony z Holandii. Mianowicie budowano jeden duży dom chłopski, który mieścił pod wspólnym dachem wszystkie budynki, także gospodarcze. Zazwyczaj z przodu takiego budynku znajdowała się mała przybudówka mieszkalna, niekiedy piętrowa, będąca mieszkaniem rodziców, którzy za życia przekazali gospodarstwo dzieciom, zaś sami zapewnili sobie tzw. dożywocie. Dalej następował właściwy dom mieszkalny złożony z kilku pokoi, czasami był on piętrowy lub mieścił pod wysokim dachem pokoiki mansardowe. Kolejną część stanowiła stajnia z oborą i chlewnią, za nimi znajdowała się stodoła będąca zakończeniem budynku. Pomiędzy stodołą a stajnią dość często dobudowywano do frontu osobne skrzydło, prostopadłe do całego budynku, w którym składowano siano, słomę i pasze.
Aby ochronić domostwa przed wiosennymi roztopami i powodziami stawiano zabudowania na wzniesieniach, a w przypadku ich braku sypano sztuczne pagórki. Nie były one jednak na tyle wysokie żeby uchronić zabudowania w czasie wielkiej powodzi. Jednakże wylewy i powodzie były wpisane w filozofię życiową menonitów. Górne partie budynków przewidziane były jako schronienie dla ludzi i inwentarza, już zawczasu umieszczano tam zapasy paszy i żywności. W czasie wiosennych roztopów Wisła zalewała dolne partie budynków, ale były one właściwie puste gdyż zawczasu uprzątano z nich wszystkie sprzęty. Straty czynione przez wodę traktowano jako rzecz niejako naturalną. Wiosenne wylewy miały także dobroczynny wpływ, gdyż namuły wiślane, które osiadały na polach podnosiły żyzność gleby. Ponieważ w dolnym biegu Wisła ma dość duży spadek wynoszący ok. 1 m na długości 5 km, wody rzeki nie zalegały zbyt długo na polach[41].
Rozbiory Polski przyniosły diametralną odmianę sytuacji prawnej społeczności menonickiej w Prusach Królewskich. W 1772 r. liczyła ona zaledwie 13 051 osób gospodarujących na 2 038 włókach. W mentalności menonickiej władca Prus Fryderyk II był naturalnym sukcesorem królów polskich, zaś wcielenie prowincji do jego monarchii stanowiło logiczne zastąpienie jednego władcy drugim. Liczyli oni na to, że tak jak z polskimi monarchami będą mogli wynegocjować potwierdzenie dotychczasowego stanu prawnego. Najbardziej żywotnymi problemami dla gmin menonickich stały się następujące kwestie: uregulowanie negatywnego stosunku do służby wojskowej, określenie rodzaju i wysokości ewentualnych obciążeń fiskalnych wobec miejscowych katolików i luteran oraz sprawa wolnego obrotu ziemią rolną.
Formę osadnictwa wiejskiego na prawie holenderskim, nazywano w Prusach Królewskich osadnictwem „olęderskim”.
W pierwszej połowie XVI w. na fali ruchów reformacyjnych we Wschodniej Fryzji (Holandia) narodził się nowy ruch religijny, którego założycielem był Menno Simons (1496-1591), stworzył on doktrynę, która wyrastała na gruncie istniejącego już ruchu antylurerańskiego i secesji antyzwingiliańskiej. Menonici (biorący swoją nazwę od imienia założyciela ruchu) nie akceptowali zwierzchnictwa Rzymu, uznawali tylko dwa sakramenty – komunię i chrzest dorosłych. Mieli wiele wspólnego z anabaptyzmem, z którego wyrastali, byli trynitarzami, uznawali boskość Chrystusa, ale mieli odmienne poglądy na jego ludzką naturę. W przeciwieństwie do teologów protestanckich Simons akcentował znaczenie wolnej woli człowieka przy jego zbawieniu, ponoszenia odpowiedzialności za własne czyny. Menonici odrzucali stosowanie przemocy, a w konsekwencji służbę wojskową; zgodnie ze słowami Ewangelii nie uznawali też przysiąg.
Z całego ruchu anabaptystycznego najbardziej wyróżniała menonitów idea życia wspólnotowego, nawiązująca do wspólnot pierwszych chrześcijan. Najlepszym sposobem na zaprowadzenie ładu w świecie był według M. Simonsa sakralny charakter gminy oraz oddzielenie jej od sporów i konfliktów społeczno-politycznych. Pełnoprawnym członkiem wspólnoty zostawało się po przyjęciu chrztu. Realizacja wspomnianej idei podobnie jak unikanie służby wojskowej, budziły zawsze największy niepokój władz i w XVIII w. stały się przyczyną kłopotów pruskich menonitów.
Szczytne założenia nie uchroniły ruchu przed rozłamem wewnętrznym, przyczyną którego nie były jednak sprawy dogmatyczne, tylko obyczajowe, m. in. kwestie związane z małżeństwem. Nie rozwiązane spory stały się przyczyną późniejszego rozłamu na gminy flamandzkie, złożone zazwyczaj z zamożnych kupców i rzemieślników z Flandrii i Zachodniej Fryzji, charakteryzujące się większą ortodoksyjnością i purytanizmem oraz gminy fryzyjskie, uboższe i traktowane przez pobratymców z pewnym lekceważeniem ze względu na „grubiaństwo” (prostotę) obyczajów.[34]
Do Prus Królewskich menonici zaczęli napływać w pierwszej połowie XVI w., kiedy to na skutek niepokojów i ruchów społeczno-religijnych w Niderlandach wiele osób uchodziło z ojczyzny ratując głowy i dobytek. Przyczyny ich emigracji były dwojakiej natury, jedną z nich było poszukiwanie kraju, w którym by posiadali wolność praktykowania swojego wyznania, drugą zaś sprawy natury ekonomicznej związane ze zniszczeniami dokonanymi przez wojska hiszpańskie w Niderlandach w XVI w. oraz klęskami głodu, powodziami i epidemią dżumy, które spowodowały ruinę gospodarczą kraju. Na opuszczenie ojczyzny decydowały się osoby stosunkowo zamożne, które stać było na opłacenie podróży morskiej, a także zapłacenie dość wysokiego „wkupnego” przy obejmowaniu nowych gruntów. Skierowanie się uchodźców do Prus Królewskich (oraz Książęcych) spowodowane było między innymi ożywionymi stosunkami handlowymi, które łączyły te prowincje Rzeczypospolitej z Niderlandami.
Imigracja holenderska spotkała się w Polsce z życzliwym przyjęciem, ponieważ feudałowie dążyli do powiększenia swoich dochodów poprzez zwiększanie areału uprawnego drogą osuszania terenów podmokłych, zasiedlania pustek, nieużytków i trzebienia lasów a także intensywniejszego wykorzystania pastwisk i ugorów. Próby zasiedlenia Żuław Gdańskich przez ludność rodzimą w drugiej połowie XV w. skończyły się niepowodzeniem. Natomiast zasiedlenie tych terenów ludnością holenderską począwszy od lat trzydziestych następnego stulecia zakończyło się sukcesem, gdyż dysponowała ona wyższą techniką rolną, ponadto posiadała umiejętność osuszania terenów podmokłych za pomocą złożonego systemu rowów odwadniających oraz tam i grobli. Ten przykład zachęcił tenutariuszy królewszczyzn, administratorów dóbr kościelnych oraz miasta i szlachtę do sprowadzania Holendrów w celu zagospodarowywania dalszych pustek i nieużytków[35].
W pierwszym okresie osadnictwa na prawie holenderskim większość miejscowości tego typu zakładano na gruntach nizinnych i podmokłych, później jednak, zwłaszcza po zniszczeniach z okresu wojen szwedzkich, zaczęto je lokować na gruntach pustych i zaniedbanych. Chociaż pierwotnie termin „holender” czy „olęder” oznaczał także narodowość, w okresie późniejszym (XVII-XVIII w.) zmienił swój zakres oznaczając przede wszystkim człowieka wolnego, dzierżawiącego na prawie emfiteutycznym grunty podmokłe, nizinne i karczowiska. Wśród kolonistów na prawie holenderskim spotykamy później także Niemców i Polaków, z drugiej strony część etnicznych Holendrów uległa germanizacji, nie można jednak rozciągać tego zjawiska na całą zbiorowość i utożsamiać menonitów z Niemcami, jak czyniła to starsza literatura niemiecka[39].
Organizację gmin olęderskich możemy poznać dzięki zachowanym przywilejom osadniczym, czyli tzw. kontraktom. W Prusach Królewskich sporządzano je zazwyczaj w języku łacińskim lub niemieckim, chociaż spotykamy też dokumenty polskojęzyczne. Kontrakt osadniczy wydawany przez pana feudalnego gminie olęderskiej był formalnie aktem jednostronnym, ale w rzeczywistości była to umowa dwustronna – pana z osadnikami. Przywilej taki był bowiem wystawiany dopiero po wcześniejszym ustaleniu warunków przez pana i grupę osadników lub ich reprezentanta, jeśli lokowano nową osadę lub zorganizowaną gminę olęderską (ewentualnie jej zastępcę) w przypadku odnawiania kontraktu.
Kontrakty osadnicze regulowały i określały szereg spraw wchodzących w zakres prawa publicznego i prywatnego. Ich podstawowym zadaniem było sprecyzowanie stosunku osadników do pana i gruntu, wzajemnych praw i obowiązków, przede wszystkim zaś zagwarantowanie olędrom wolności osobistej oraz prawa do samorządu i sądownictwa gminnego. Karola Ciesielska ustaliła, że kontrakty te dotyczyły w większości następujących kwestii: zależności prawnej olędrów od pana; zakresu pańskiej władzy sądowniczej; zależności gruntowej osadników; praw rzeczowych, tj. okresu dzierżawy, praw użytkowych i wolności handlu; powinności dworskich (czynszów i robocizn); przymusu propinacyjnego i przymusu mielenia zboża w młynie pańskim; serwitutów rybnych, pastwiskowych i leśnych; samorządu gminnego; sądownictwa; szkolnictwa; prawa spadkowego; opieki nad sierotami; stosunku do Kościoła katolickiego i powinności kościelnych oraz powinności publicznych.
Olędrzy byli ludźmi osobiście wolnymi, ich zależność od pana feudalnego sprowadzała się do zależności sądowej. Pański sąd patrymonialny w pierwszej instancji rozsądzał cięższe przestępstwa, wyjęte spod jurysdykcji gminnej, w drugiej zaś rozpatrywał apelacje od wyroków sądu sołtysiego. Prawdopodobnie z tytułu sprawowania zwierzchności sądowniczej nad osadnikami pan nie pobierał żadnych opłat, inaczej niż w przypadku wsi na prawie chełmińskim.
Forma zależności gruntowej łącząca osadników holenderskich z panem feudalnym była o wiele korzystniejsza niż miało to miejsce w przypadku chłopów pańszczyźnianych. Olędrzy związani byli z ziemią pańską tylko umową dzierżawną i to nadzwyczaj korzystną, bo długoterminową. Najchętniej zawierano umowy na okres 30-60 lat, chociaż już w drugiej połowie XVII i w XVIII w. pojawiły się umowy na zasadzie dzierżawy wieczystej. Zakres praw osadników do dzierżawionej ziemi był bardzo szeroki, natomiast prawa pana do ziemi w okresie trwania umowy ograniczały się jedynie do pobierania ustalonych wcześniej świadczeń.
Przy zawieraniu kontraktu i przejmowanie gruntów w użytkowanie osadnicy płacili feudałowi „wkupne” (gottespfenik), którego wysokość była znaczna, ponieważ przeciętnie stanowiła 1/10 czynszu ustalonego na cały okres dzierżawy. W Prusach Królewskich osadnicy musieli płacić „wkupne” przy każdorazowym odnawianiu kontraktu z feudałem, inaczej niż np. w Wielkopolsce, gdzie opłatę tę uiszczało się jednorazowo, przy obejmowaniu gruntu w wieczyste posiadanie.
Za zgodą macierzystej gminy i pana olęder mógł w każdej chwili sprzedać swoje gospodarstwo osobom trzecim. Pan był zwykle zainteresowany tylko tym by przy ewentualnych zmianach nie ucierpiał wysokość przysługującego mu czynszu. Osadnicy dysponowali także prawie nieskrępowaną wolnością opuszczania gruntu i sprzedaży zabudowań lub ich rozebrania. W chwili wygaśnięcia kontraktu lub sprzedaży gospodarstwa osobom trzecim otrzymywali zwrot poniesionych kosztów, a także zapłatę za poczynione prace wodno-melioracyjne i utrzymywanie w należytym porządku rowów, wałów i śluz. Osady olęderskie posiadały również prawo do nieskrępowanej sprzedaży własnych płodów rolnych i bydła.
We wsiach, które były lokowane całkowicie na nowo koloniści otrzymywali od roku do siedmiu lat wolnizny, co miało im ułatwić zagospodarowanie się. Także w przypadku zniszczenia osady na skutek działań wojennych lub klęsk elementarnych na pewien czas zwalniano mieszkańców od czynszów.
Powinności osadników wobec pana ograniczały się praktycznie do płacenia czynszów, ich przeciętna wysokość była zróżnicowana, podawana w różnych jednostkach monetarnych i obliczana na podstawie zróżnicowanych miar gruntu. Olędrzy z Prus Królewskich z reguły płacili wyższe czynsze niż osadnicy w Koronie, co wiązało się z lepszą dochodowością ziem pruskich, a także z tym, że nie byli oni pociągani do posług i robót dworskich. Czynsze w naturaliach były bardzo rzadko praktykowane na terenie prowincji. Obowiązek uiszczania czynszów spoczywał na całej gminie, która w razie niewypłacalności któregoś z osadników musiała uiścić za niego opłatę w pełnej wysokości, określonej w kontrakcie. Sprzyjało to także kształtowaniu się poczucia solidarności w stosunku do współmieszkańców gminy oraz wytwarzało poczucie odrębności od innych osad.
Mieli natomiast olędrzy obowiązek budowy oraz konserwacji wałów, tam ochronnych, grobli i mostów. Większość osad obowiązywał przymus propinacyjny, natomiast zezwalano osadnikom na ważenie piwa w czasie żniw na własny użytek. Poza tym okresem wolno było sprowadzać piwo z zewnątrz za zgodą pana z okazji uroczystości rodzinnych, jak wesela, chrzty i pogrzeby. Jednak niektóre z osad w Prusach Królewskich posiadały całkowitą swobodę warzenia piwa oraz kupowania go na zewnątrz, gdzie tylko zechcą. Przymus mielenia zboża w młynie pańskim także nie dotyczył wszystkich osadników i tak olędrzy mogli cieszyć się swobodą w tym zakresie, dopóki dzierżawca jednej z tych wsi nie pobuduje własnego młyna.
Olędrzy posiadali także prawo połowu ryb, z reguły w wodach położonych w granicach osady i na własny użytek. Niekiedy występowały serwituty rybne, jak w przypadku, gdy zezwalano osadnikom na połów ryb w wydzielonym obszarze Wisły. Z serwitutami pastwiskowymi na terenie Prus Królewskich się nie spotykamy, natomiast częste były przypadki dzierżawienia przez osady olęderskie lub pojedynczych kolonistów całych pastwisk. Tylko nieliczne wsie posiadały prawo polowania. Prawdopodobnie menonici z Prus Królewskich nie mieli prawa do korzystania z lasów pańskich, choć kwestia ta nie jest dostatecznie rozpoznana.
Wewnątrz osady koloniści rządzili się „prawem holenderskim”, które według niektórych badaczy było odmianą prawa chełmińskiego. Wszyscy mieszkańcy wsi byli sobie równi. Urząd sołtysa nie był dziedziczny, nie zależał też od nominacji pańskiej, lecz pochodził z wyboru dokonywanego przez wszystkich mieszkańców osady. W podobny sposób obierano ławników. Zazwyczaj wybory odbywały się co roku, chociaż w niektórych osadach kadencja sołtysa trwała dwa lub trzy lata. Jak wspomniano wyżej, sołtys i ławnicy zajmowali się sądzeniem drobniejszych przestępstw, zaś przestępstwa kryminalne i apelacje od wyroków znajdowały się w gestii pana feudalnego. Organizację samorządu i zakres jego działalności regulowały szczegółowo wilkierze wystawiane osobno dla każdej osady.
Majątek zmarłego osadnika dziedziczyli jego potomkowie, jednak w przypadku ich braku przypadał on nie gminie tylko panu. Opiekę nad sierotami i ich dobytkiem sprawowali krewni lub opiekunowie, którzy mieli dbać nie tylko o ich dobro i pomnażanie pozostawionego majątku, ale także o to by czynsz należny panu był uiszczany w niezmienionej wysokości i odpowiednim czasie.
Większość kontraktów osadniczych z Prus Królewskich nie zawiera wzmianek na dotyczących stosunku do Kościoła katolickiego. Jednak z innych źródeł wiadomo, że olędrzy płacili na jego rzecz dziesięcinę, tacę oraz inne świadczenia i to niezależnie od swojego wyznania[40].
Występowały duże różnice w systemie uprawy ziemi we wsiach na prawie chełmińskim gdzie dominowała trójpolówka a wsiami olęderskimi, gdzie każdy osadnik otrzymywał pole w jednym kawałku w postaci długiej wstęgi. Domy były usadowione u końca tych wstęg, zaś ulica była do nich prostopadła. Wieś miała więc zabudowę stosunkowo zwartą. Przeciętne gospodarstwo olęderskie miało prawdopodobnie 2 włóki chełmińskie, tak więc od chwili lokacji powstawały silne i samodzielne gospodarstwa. Znaczna była szerokość poszczególnych parcel, np. przy 30 ha i 2,5 km długości jej szerokość wynosiła ok. 120 m, było więc dużo miejsca na postawienie zabudowań mieszkalnych, gospodarczych i przydomowy ogród.
Sposób rozplanowania gospodarstwa został przeniesiony z Holandii. Mianowicie budowano jeden duży dom chłopski, który mieścił pod wspólnym dachem wszystkie budynki, także gospodarcze. Zazwyczaj z przodu takiego budynku znajdowała się mała przybudówka mieszkalna, niekiedy piętrowa, będąca mieszkaniem rodziców, którzy za życia przekazali gospodarstwo dzieciom, zaś sami zapewnili sobie tzw. dożywocie. Dalej następował właściwy dom mieszkalny złożony z kilku pokoi, czasami był on piętrowy lub mieścił pod wysokim dachem pokoiki mansardowe. Kolejną część stanowiła stajnia z oborą i chlewnią, za nimi znajdowała się stodoła będąca zakończeniem budynku. Pomiędzy stodołą a stajnią dość często dobudowywano do frontu osobne skrzydło, prostopadłe do całego budynku, w którym składowano siano, słomę i pasze.
Aby ochronić domostwa przed wiosennymi roztopami i powodziami stawiano zabudowania na wzniesieniach, a w przypadku ich braku sypano sztuczne pagórki. Nie były one jednak na tyle wysokie żeby uchronić zabudowania w czasie wielkiej powodzi. Jednakże wylewy i powodzie były wpisane w filozofię życiową menonitów. Górne partie budynków przewidziane były jako schronienie dla ludzi i inwentarza, już zawczasu umieszczano tam zapasy paszy i żywności. W czasie wiosennych roztopów Wisła zalewała dolne partie budynków, ale były one właściwie puste gdyż zawczasu uprzątano z nich wszystkie sprzęty. Straty czynione przez wodę traktowano jako rzecz niejako naturalną. Wiosenne wylewy miały także dobroczynny wpływ, gdyż namuły wiślane, które osiadały na polach podnosiły żyzność gleby. Ponieważ w dolnym biegu Wisła ma dość duży spadek wynoszący ok. 1 m na długości 5 km, wody rzeki nie zalegały zbyt długo na polach[41].
Rozbiory Polski przyniosły diametralną odmianę sytuacji prawnej społeczności menonickiej w Prusach Królewskich. W 1772 r. liczyła ona zaledwie 13 051 osób gospodarujących na 2 038 włókach. W mentalności menonickiej władca Prus Fryderyk II był naturalnym sukcesorem królów polskich, zaś wcielenie prowincji do jego monarchii stanowiło logiczne zastąpienie jednego władcy drugim. Liczyli oni na to, że tak jak z polskimi monarchami będą mogli wynegocjować potwierdzenie dotychczasowego stanu prawnego. Najbardziej żywotnymi problemami dla gmin menonickich stały się następujące kwestie: uregulowanie negatywnego stosunku do służby wojskowej, określenie rodzaju i wysokości ewentualnych obciążeń fiskalnych wobec miejscowych katolików i luteran oraz sprawa wolnego obrotu ziemią rolną.
Formę osadnictwa wiejskiego na prawie holenderskim, nazywano w Prusach Królewskich osadnictwem „olęderskim”.
W pierwszej połowie XVI w. na fali ruchów reformacyjnych we Wschodniej Fryzji (Holandia) narodził się nowy ruch religijny, którego założycielem był Menno Simons (1496-1591), stworzył on doktrynę, która wyrastała na gruncie istniejącego już ruchu antylurerańskiego i secesji antyzwingiliańskiej. Menonici (biorący swoją nazwę od imienia założyciela ruchu) nie akceptowali zwierzchnictwa Rzymu, uznawali tylko dwa sakramenty – komunię i chrzest dorosłych. Mieli wiele wspólnego z anabaptyzmem, z którego wyrastali, byli trynitarzami, uznawali boskość Chrystusa, ale mieli odmienne poglądy na jego ludzką naturę. W przeciwieństwie do teologów protestanckich Simons akcentował znaczenie wolnej woli człowieka przy jego zbawieniu, ponoszenia odpowiedzialności za własne czyny. Menonici odrzucali stosowanie przemocy, a w konsekwencji służbę wojskową; zgodnie ze słowami Ewangelii nie uznawali też przysiąg.
Z całego ruchu anabaptystycznego najbardziej wyróżniała menonitów idea życia wspólnotowego, nawiązująca do wspólnot pierwszych chrześcijan. Najlepszym sposobem na zaprowadzenie ładu w świecie był według M. Simonsa sakralny charakter gminy oraz oddzielenie jej od sporów i konfliktów społeczno-politycznych. Pełnoprawnym członkiem wspólnoty zostawało się po przyjęciu chrztu. Realizacja wspomnianej idei podobnie jak unikanie służby wojskowej, budziły zawsze największy niepokój władz i w XVIII w. stały się przyczyną kłopotów pruskich menonitów.
Szczytne założenia nie uchroniły ruchu przed rozłamem wewnętrznym, przyczyną którego nie były jednak sprawy dogmatyczne, tylko obyczajowe, m. in. kwestie związane z małżeństwem. Nie rozwiązane spory stały się przyczyną późniejszego rozłamu na gminy flamandzkie, złożone zazwyczaj z zamożnych kupców i rzemieślników z Flandrii i Zachodniej Fryzji, charakteryzujące się większą ortodoksyjnością i purytanizmem oraz gminy fryzyjskie, uboższe i traktowane przez pobratymców z pewnym lekceważeniem ze względu na „grubiaństwo” (prostotę) obyczajów.[34]
Do Prus Królewskich menonici zaczęli napływać w pierwszej połowie XVI w., kiedy to na skutek niepokojów i ruchów społeczno-religijnych w Niderlandach wiele osób uchodziło z ojczyzny ratując głowy i dobytek. Przyczyny ich emigracji były dwojakiej natury, jedną z nich było poszukiwanie kraju, w którym by posiadali wolność praktykowania swojego wyznania, drugą zaś sprawy natury ekonomicznej związane ze zniszczeniami dokonanymi przez wojska hiszpańskie w Niderlandach w XVI w. oraz klęskami głodu, powodziami i epidemią dżumy, które spowodowały ruinę gospodarczą kraju. Na opuszczenie ojczyzny decydowały się osoby stosunkowo zamożne, które stać było na opłacenie podróży morskiej, a także zapłacenie dość wysokiego „wkupnego” przy obejmowaniu nowych gruntów. Skierowanie się uchodźców do Prus Królewskich (oraz Książęcych) spowodowane było między innymi ożywionymi stosunkami handlowymi, które łączyły te prowincje Rzeczypospolitej z Niderlandami.
Imigracja holenderska spotkała się w Polsce z życzliwym przyjęciem, ponieważ feudałowie dążyli do powiększenia swoich dochodów poprzez zwiększanie areału uprawnego drogą osuszania terenów podmokłych, zasiedlania pustek, nieużytków i trzebienia lasów a także intensywniejszego wykorzystania pastwisk i ugorów. Próby zasiedlenia Żuław Gdańskich przez ludność rodzimą w drugiej połowie XV w. skończyły się niepowodzeniem. Natomiast zasiedlenie tych terenów ludnością holenderską począwszy od lat trzydziestych następnego stulecia zakończyło się sukcesem, gdyż dysponowała ona wyższą techniką rolną, ponadto posiadała umiejętność osuszania terenów podmokłych za pomocą złożonego systemu rowów odwadniających oraz tam i grobli. Ten przykład zachęcił tenutariuszy królewszczyzn, administratorów dóbr kościelnych oraz miasta i szlachtę do sprowadzania Holendrów w celu zagospodarowywania dalszych pustek i nieużytków[35].
W pierwszym okresie osadnictwa na prawie holenderskim większość miejscowości tego typu zakładano na gruntach nizinnych i podmokłych, później jednak, zwłaszcza po zniszczeniach z okresu wojen szwedzkich, zaczęto je lokować na gruntach pustych i zaniedbanych. Chociaż pierwotnie termin „holender” czy „olęder” oznaczał także narodowość, w okresie późniejszym (XVII-XVIII w.) zmienił swój zakres oznaczając przede wszystkim człowieka wolnego, dzierżawiącego na prawie emfiteutycznym grunty podmokłe, nizinne i karczowiska. Wśród kolonistów na prawie holenderskim spotykamy później także Niemców i Polaków, z drugiej strony część etnicznych Holendrów uległa germanizacji, nie można jednak rozciągać tego zjawiska na całą zbiorowość i utożsamiać menonitów z Niemcami, jak czyniła to starsza literatura niemiecka[39].
Organizację gmin olęderskich możemy poznać dzięki zachowanym przywilejom osadniczym, czyli tzw. kontraktom. W Prusach Królewskich sporządzano je zazwyczaj w języku łacińskim lub niemieckim, chociaż spotykamy też dokumenty polskojęzyczne. Kontrakt osadniczy wydawany przez pana feudalnego gminie olęderskiej był formalnie aktem jednostronnym, ale w rzeczywistości była to umowa dwustronna – pana z osadnikami. Przywilej taki był bowiem wystawiany dopiero po wcześniejszym ustaleniu warunków przez pana i grupę osadników lub ich reprezentanta, jeśli lokowano nową osadę lub zorganizowaną gminę olęderską (ewentualnie jej zastępcę) w przypadku odnawiania kontraktu.
Kontrakty osadnicze regulowały i określały szereg spraw wchodzących w zakres prawa publicznego i prywatnego. Ich podstawowym zadaniem było sprecyzowanie stosunku osadników do pana i gruntu, wzajemnych praw i obowiązków, przede wszystkim zaś zagwarantowanie olędrom wolności osobistej oraz prawa do samorządu i sądownictwa gminnego. Karola Ciesielska ustaliła, że kontrakty te dotyczyły w większości następujących kwestii: zależności prawnej olędrów od pana; zakresu pańskiej władzy sądowniczej; zależności gruntowej osadników; praw rzeczowych, tj. okresu dzierżawy, praw użytkowych i wolności handlu; powinności dworskich (czynszów i robocizn); przymusu propinacyjnego i przymusu mielenia zboża w młynie pańskim; serwitutów rybnych, pastwiskowych i leśnych; samorządu gminnego; sądownictwa; szkolnictwa; prawa spadkowego; opieki nad sierotami; stosunku do Kościoła katolickiego i powinności kościelnych oraz powinności publicznych.
Olędrzy byli ludźmi osobiście wolnymi, ich zależność od pana feudalnego sprowadzała się do zależności sądowej. Pański sąd patrymonialny w pierwszej instancji rozsądzał cięższe przestępstwa, wyjęte spod jurysdykcji gminnej, w drugiej zaś rozpatrywał apelacje od wyroków sądu sołtysiego. Prawdopodobnie z tytułu sprawowania zwierzchności sądowniczej nad osadnikami pan nie pobierał żadnych opłat, inaczej niż w przypadku wsi na prawie chełmińskim.
Forma zależności gruntowej łącząca osadników holenderskich z panem feudalnym była o wiele korzystniejsza niż miało to miejsce w przypadku chłopów pańszczyźnianych. Olędrzy związani byli z ziemią pańską tylko umową dzierżawną i to nadzwyczaj korzystną, bo długoterminową. Najchętniej zawierano umowy na okres 30-60 lat, chociaż już w drugiej połowie XVII i w XVIII w. pojawiły się umowy na zasadzie dzierżawy wieczystej. Zakres praw osadników do dzierżawionej ziemi był bardzo szeroki, natomiast prawa pana do ziemi w okresie trwania umowy ograniczały się jedynie do pobierania ustalonych wcześniej świadczeń.
Przy zawieraniu kontraktu i przejmowanie gruntów w użytkowanie osadnicy płacili feudałowi „wkupne” (gottespfenik), którego wysokość była znaczna, ponieważ przeciętnie stanowiła 1/10 czynszu ustalonego na cały okres dzierżawy. W Prusach Królewskich osadnicy musieli płacić „wkupne” przy każdorazowym odnawianiu kontraktu z feudałem, inaczej niż np. w Wielkopolsce, gdzie opłatę tę uiszczało się jednorazowo, przy obejmowaniu gruntu w wieczyste posiadanie.
Za zgodą macierzystej gminy i pana olęder mógł w każdej chwili sprzedać swoje gospodarstwo osobom trzecim. Pan był zwykle zainteresowany tylko tym by przy ewentualnych zmianach nie ucierpiał wysokość przysługującego mu czynszu. Osadnicy dysponowali także prawie nieskrępowaną wolnością opuszczania gruntu i sprzedaży zabudowań lub ich rozebrania. W chwili wygaśnięcia kontraktu lub sprzedaży gospodarstwa osobom trzecim otrzymywali zwrot poniesionych kosztów, a także zapłatę za poczynione prace wodno-melioracyjne i utrzymywanie w należytym porządku rowów, wałów i śluz. Osady olęderskie posiadały również prawo do nieskrępowanej sprzedaży własnych płodów rolnych i bydła.
We wsiach, które były lokowane całkowicie na nowo koloniści otrzymywali od roku do siedmiu lat wolnizny, co miało im ułatwić zagospodarowanie się. Także w przypadku zniszczenia osady na skutek działań wojennych lub klęsk elementarnych na pewien czas zwalniano mieszkańców od czynszów.
Powinności osadników wobec pana ograniczały się praktycznie do płacenia czynszów, ich przeciętna wysokość była zróżnicowana, podawana w różnych jednostkach monetarnych i obliczana na podstawie zróżnicowanych miar gruntu. Olędrzy z Prus Królewskich z reguły płacili wyższe czynsze niż osadnicy w Koronie, co wiązało się z lepszą dochodowością ziem pruskich, a także z tym, że nie byli oni pociągani do posług i robót dworskich. Czynsze w naturaliach były bardzo rzadko praktykowane na terenie prowincji. Obowiązek uiszczania czynszów spoczywał na całej gminie, która w razie niewypłacalności któregoś z osadników musiała uiścić za niego opłatę w pełnej wysokości, określonej w kontrakcie. Sprzyjało to także kształtowaniu się poczucia solidarności w stosunku do współmieszkańców gminy oraz wytwarzało poczucie odrębności od innych osad.
Mieli natomiast olędrzy obowiązek budowy oraz konserwacji wałów, tam ochronnych, grobli i mostów. Większość osad obowiązywał przymus propinacyjny, natomiast zezwalano osadnikom na ważenie piwa w czasie żniw na własny użytek. Poza tym okresem wolno było sprowadzać piwo z zewnątrz za zgodą pana z okazji uroczystości rodzinnych, jak wesela, chrzty i pogrzeby. Jednak niektóre z osad w Prusach Królewskich posiadały całkowitą swobodę warzenia piwa oraz kupowania go na zewnątrz, gdzie tylko zechcą. Przymus mielenia zboża w młynie pańskim także nie dotyczył wszystkich osadników i tak olędrzy mogli cieszyć się swobodą w tym zakresie, dopóki dzierżawca jednej z tych wsi nie pobuduje własnego młyna.
Olędrzy posiadali także prawo połowu ryb, z reguły w wodach położonych w granicach osady i na własny użytek. Niekiedy występowały serwituty rybne, jak w przypadku, gdy zezwalano osadnikom na połów ryb w wydzielonym obszarze Wisły. Z serwitutami pastwiskowymi na terenie Prus Królewskich się nie spotykamy, natomiast częste były przypadki dzierżawienia przez osady olęderskie lub pojedynczych kolonistów całych pastwisk. Tylko nieliczne wsie posiadały prawo polowania. Prawdopodobnie menonici z Prus Królewskich nie mieli prawa do korzystania z lasów pańskich, choć kwestia ta nie jest dostatecznie rozpoznana.
Wewnątrz osady koloniści rządzili się „prawem holenderskim”, które według niektórych badaczy było odmianą prawa chełmińskiego. Wszyscy mieszkańcy wsi byli sobie równi. Urząd sołtysa nie był dziedziczny, nie zależał też od nominacji pańskiej, lecz pochodził z wyboru dokonywanego przez wszystkich mieszkańców osady. W podobny sposób obierano ławników. Zazwyczaj wybory odbywały się co roku, chociaż w niektórych osadach kadencja sołtysa trwała dwa lub trzy lata. Jak wspomniano wyżej, sołtys i ławnicy zajmowali się sądzeniem drobniejszych przestępstw, zaś przestępstwa kryminalne i apelacje od wyroków znajdowały się w gestii pana feudalnego. Organizację samorządu i zakres jego działalności regulowały szczegółowo wilkierze wystawiane osobno dla każdej osady.
Majątek zmarłego osadnika dziedziczyli jego potomkowie, jednak w przypadku ich braku przypadał on nie gminie tylko panu. Opiekę nad sierotami i ich dobytkiem sprawowali krewni lub opiekunowie, którzy mieli dbać nie tylko o ich dobro i pomnażanie pozostawionego majątku, ale także o to by czynsz należny panu był uiszczany w niezmienionej wysokości i odpowiednim czasie.
Większość kontraktów osadniczych z Prus Królewskich nie zawiera wzmianek na dotyczących stosunku do Kościoła katolickiego. Jednak z innych źródeł wiadomo, że olędrzy płacili na jego rzecz dziesięcinę, tacę oraz inne świadczenia i to niezależnie od swojego wyznania[40].
Występowały duże różnice w systemie uprawy ziemi we wsiach na prawie chełmińskim gdzie dominowała trójpolówka a wsiami olęderskimi, gdzie każdy osadnik otrzymywał pole w jednym kawałku w postaci długiej wstęgi. Domy były usadowione u końca tych wstęg, zaś ulica była do nich prostopadła. Wieś miała więc zabudowę stosunkowo zwartą. Przeciętne gospodarstwo olęderskie miało prawdopodobnie 2 włóki chełmińskie, tak więc od chwili lokacji powstawały silne i samodzielne gospodarstwa. Znaczna była szerokość poszczególnych parcel, np. przy 30 ha i 2,5 km długości jej szerokość wynosiła ok. 120 m, było więc dużo miejsca na postawienie zabudowań mieszkalnych, gospodarczych i przydomowy ogród.
Sposób rozplanowania gospodarstwa został przeniesiony z Holandii. Mianowicie budowano jeden duży dom chłopski, który mieścił pod wspólnym dachem wszystkie budynki, także gospodarcze. Zazwyczaj z przodu takiego budynku znajdowała się mała przybudówka mieszkalna, niekiedy piętrowa, będąca mieszkaniem rodziców, którzy za życia przekazali gospodarstwo dzieciom, zaś sami zapewnili sobie tzw. dożywocie. Dalej następował właściwy dom mieszkalny złożony z kilku pokoi, czasami był on piętrowy lub mieścił pod wysokim dachem pokoiki mansardowe. Kolejną część stanowiła stajnia z oborą i chlewnią, za nimi znajdowała się stodoła będąca zakończeniem budynku. Pomiędzy stodołą a stajnią dość często dobudowywano do frontu osobne skrzydło, prostopadłe do całego budynku, w którym składowano siano, słomę i pasze.
Aby ochronić domostwa przed wiosennymi roztopami i powodziami stawiano zabudowania na wzniesieniach, a w przypadku ich braku sypano sztuczne pagórki. Nie były one jednak na tyle wysokie żeby uchronić zabudowania w czasie wielkiej powodzi. Jednakże wylewy i powodzie były wpisane w filozofię życiową menonitów. Górne partie budynków przewidziane były jako schronienie dla ludzi i inwentarza, już zawczasu umieszczano tam zapasy paszy i żywności. W czasie wiosennych roztopów Wisła zalewała dolne partie budynków, ale były one właściwie puste gdyż zawczasu uprzątano z nich wszystkie sprzęty. Straty czynione przez wodę traktowano jako rzecz niejako naturalną. Wiosenne wylewy miały także dobroczynny wpływ, gdyż namuły wiślane, które osiadały na polach podnosiły żyzność gleby. Ponieważ w dolnym biegu Wisła ma dość duży spadek wynoszący ok. 1 m na długości 5 km, wody rzeki nie zalegały zbyt długo na polach[41].
Rozbiory Polski przyniosły diametralną odmianę sytuacji prawnej społeczności menonickiej w Prusach Królewskich. W 1772 r. liczyła ona zaledwie 13 051 osób gospodarujących na 2 038 włókach. W mentalności menonickiej władca Prus Fryderyk II był naturalnym sukcesorem królów polskich, zaś wcielenie prowincji do jego monarchii stanowiło logiczne zastąpienie jednego władcy drugim. Liczyli oni na to, że tak jak z polskimi monarchami będą mogli wynegocjować potwierdzenie dotychczasowego stanu prawnego. Najbardziej żywotnymi problemami dla gmin menonickich stały się następujące kwestie: uregulowanie negatywnego stosunku do służby wojskowej, określenie rodzaju i wysokości ewentualnych obciążeń fiskalnych wobec miejscowych katolików i luteran oraz sprawa wolnego obrotu ziemią rolną.
Formę osadnictwa wiejskiego na prawie holenderskim, nazywano w Prusach Królewskich osadnictwem „olęderskim”.
W pierwszej połowie XVI w. na fali ruchów reformacyjnych we Wschodniej Fryzji (Holandia) narodził się nowy ruch religijny, którego założycielem był Menno Simons (1496-1591), stworzył on doktrynę, która wyrastała na gruncie istniejącego już ruchu antylurerańskiego i secesji antyzwingiliańskiej. Menonici (biorący swoją nazwę od imienia założyciela ruchu) nie akceptowali zwierzchnictwa Rzymu, uznawali tylko dwa sakramenty – komunię i chrzest dorosłych. Mieli wiele wspólnego z anabaptyzmem, z którego wyrastali, byli trynitarzami, uznawali boskość Chrystusa, ale mieli odmienne poglądy na jego ludzką naturę. W przeciwieństwie do teologów protestanckich Simons akcentował znaczenie wolnej woli człowieka przy jego zbawieniu, ponoszenia odpowiedzialności za własne czyny. Menonici odrzucali stosowanie przemocy, a w konsekwencji służbę wojskową; zgodnie ze słowami Ewangelii nie uznawali też przysiąg.
Z całego ruchu anabaptystycznego najbardziej wyróżniała menonitów idea życia wspólnotowego, nawiązująca do wspólnot pierwszych chrześcijan. Najlepszym sposobem na zaprowadzenie ładu w świecie był według M. Simonsa sakralny charakter gminy oraz oddzielenie jej od sporów i konfliktów społeczno-politycznych. Pełnoprawnym członkiem wspólnoty zostawało się po przyjęciu chrztu. Realizacja wspomnianej idei podobnie jak unikanie służby wojskowej, budziły zawsze największy niepokój władz i w XVIII w. stały się przyczyną kłopotów pruskich menonitów.
Szczytne założenia nie uchroniły ruchu przed rozłamem wewnętrznym, przyczyną którego nie były jednak sprawy dogmatyczne, tylko obyczajowe, m. in. kwestie związane z małżeństwem. Nie rozwiązane spory stały się przyczyną późniejszego rozłamu na gminy flamandzkie, złożone zazwyczaj z zamożnych kupców i rzemieślników z Flandrii i Zachodniej Fryzji, charakteryzujące się większą ortodoksyjnością i purytanizmem oraz gminy fryzyjskie, uboższe i traktowane przez pobratymców z pewnym lekceważeniem ze względu na „grubiaństwo” (prostotę) obyczajów.[34]
Do Prus Królewskich menonici zaczęli napływać w pierwszej połowie XVI w., kiedy to na skutek niepokojów i ruchów społeczno-religijnych w Niderlandach wiele osób uchodziło z ojczyzny ratując głowy i dobytek. Przyczyny ich emigracji były dwojakiej natury, jedną z nich było poszukiwanie kraju, w którym by posiadali wolność praktykowania swojego wyznania, drugą zaś sprawy natury ekonomicznej związane ze zniszczeniami dokonanymi przez wojska hiszpańskie w Niderlandach w XVI w. oraz klęskami głodu, powodziami i epidemią dżumy, które spowodowały ruinę gospodarczą kraju. Na opuszczenie ojczyzny decydowały się osoby stosunkowo zamożne, które stać było na opłacenie podróży morskiej, a także zapłacenie dość wysokiego „wkupnego” przy obejmowaniu nowych gruntów. Skierowanie się uchodźców do Prus Królewskich (oraz Książęcych) spowodowane było między innymi ożywionymi stosunkami handlowymi, które łączyły te prowincje Rzeczypospolitej z Niderlandami.
Imigracja holenderska spotkała się w Polsce z życzliwym przyjęciem, ponieważ feudałowie dążyli do powiększenia swoich dochodów poprzez zwiększanie areału uprawnego drogą osuszania terenów podmokłych, zasiedlania pustek, nieużytków i trzebienia lasów a także intensywniejszego wykorzystania pastwisk i ugorów. Próby zasiedlenia Żuław Gdańskich przez ludność rodzimą w drugiej połowie XV w. skończyły się niepowodzeniem. Natomiast zasiedlenie tych terenów ludnością holenderską począwszy od lat trzydziestych następnego stulecia zakończyło się sukcesem, gdyż dysponowała ona wyższą techniką rolną, ponadto posiadała umiejętność osuszania terenów podmokłych za pomocą złożonego systemu rowów odwadniających oraz tam i grobli. Ten przykład zachęcił tenutariuszy królewszczyzn, administratorów dóbr kościelnych oraz miasta i szlachtę do sprowadzania Holendrów w celu zagospodarowywania dalszych pustek i nieużytków[35].
W pierwszym okresie osadnictwa na prawie holenderskim większość miejscowości tego typu zakładano na gruntach nizinnych i podmokłych, później jednak, zwłaszcza po zniszczeniach z okresu wojen szwedzkich, zaczęto je lokować na gruntach pustych i zaniedbanych. Chociaż pierwotnie termin „holender” czy „olęder” oznaczał także narodowość, w okresie późniejszym (XVII-XVIII w.) zmienił swój zakres oznaczając przede wszystkim człowieka wolnego, dzierżawiącego na prawie emfiteutycznym grunty podmokłe, nizinne i karczowiska. Wśród kolonistów na prawie holenderskim spotykamy później także Niemców i Polaków, z drugiej strony część etnicznych Holendrów uległa germanizacji, nie można jednak rozciągać tego zjawiska na całą zbiorowość i utożsamiać menonitów z Niemcami, jak czyniła to starsza literatura niemiecka[39].
Organizację gmin olęderskich możemy poznać dzięki zachowanym przywilejom osadniczym, czyli tzw. kontraktom. W Prusach Królewskich sporządzano je zazwyczaj w języku łacińskim lub niemieckim, chociaż spotykamy też dokumenty polskojęzyczne. Kontrakt osadniczy wydawany przez pana feudalnego gminie olęderskiej był formalnie aktem jednostronnym, ale w rzeczywistości była to umowa dwustronna – pana z osadnikami. Przywilej taki był bowiem wystawiany dopiero po wcześniejszym ustaleniu warunków przez pana i grupę osadników lub ich reprezentanta, jeśli lokowano nową osadę lub zorganizowaną gminę olęderską (ewentualnie jej zastępcę) w przypadku odnawiania kontraktu.
Kontrakty osadnicze regulowały i określały szereg spraw wchodzących w zakres prawa publicznego i prywatnego. Ich podstawowym zadaniem było sprecyzowanie stosunku osadników do pana i gruntu, wzajemnych praw i obowiązków, przede wszystkim zaś zagwarantowanie olędrom wolności osobistej oraz prawa do samorządu i sądownictwa gminnego. Karola Ciesielska ustaliła, że kontrakty te dotyczyły w większości następujących kwestii: zależności prawnej olędrów od pana; zakresu pańskiej władzy sądowniczej; zależności gruntowej osadników; praw rzeczowych, tj. okresu dzierżawy, praw użytkowych i wolności handlu; powinności dworskich (czynszów i robocizn); przymusu propinacyjnego i przymusu mielenia zboża w młynie pańskim; serwitutów rybnych, pastwiskowych i leśnych; samorządu gminnego; sądownictwa; szkolnictwa; prawa spadkowego; opieki nad sierotami; stosunku do Kościoła katolickiego i powinności kościelnych oraz powinności publicznych.
Olędrzy byli ludźmi osobiście wolnymi, ich zależność od pana feudalnego sprowadzała się do zależności sądowej. Pański sąd patrymonialny w pierwszej instancji rozsądzał cięższe przestępstwa, wyjęte spod jurysdykcji gminnej, w drugiej zaś rozpatrywał apelacje od wyroków sądu sołtysiego. Prawdopodobnie z tytułu sprawowania zwierzchności sądowniczej nad osadnikami pan nie pobierał żadnych opłat, inaczej niż w przypadku wsi na prawie chełmińskim.
Forma zależności gruntowej łącząca osadników holenderskich z panem feudalnym była o wiele korzystniejsza niż miało to miejsce w przypadku chłopów pańszczyźnianych. Olędrzy związani byli z ziemią pańską tylko umową dzierżawną i to nadzwyczaj korzystną, bo długoterminową. Najchętniej zawierano umowy na okres 30-60 lat, chociaż już w drugiej połowie XVII i w XVIII w. pojawiły się umowy na zasadzie dzierżawy wieczystej. Zakres praw osadników do dzierżawionej ziemi był bardzo szeroki, natomiast prawa pana do ziemi w okresie trwania umowy ograniczały się jedynie do pobierania ustalonych wcześniej świadczeń.
Przy zawieraniu kontraktu i przejmowanie gruntów w użytkowanie osadnicy płacili feudałowi „wkupne” (gottespfenik), którego wysokość była znaczna, ponieważ przeciętnie stanowiła 1/10 czynszu ustalonego na cały okres dzierżawy. W Prusach Królewskich osadnicy musieli płacić „wkupne” przy każdorazowym odnawianiu kontraktu z feudałem, inaczej niż np. w Wielkopolsce, gdzie opłatę tę uiszczało się jednorazowo, przy obejmowaniu gruntu w wieczyste posiadanie.
Za zgodą macierzystej gminy i pana olęder mógł w każdej chwili sprzedać swoje gospodarstwo osobom trzecim. Pan był zwykle zainteresowany tylko tym by przy ewentualnych zmianach nie ucierpiał wysokość przysługującego mu czynszu. Osadnicy dysponowali także prawie nieskrępowaną wolnością opuszczania gruntu i sprzedaży zabudowań lub ich rozebrania. W chwili wygaśnięcia kontraktu lub sprzedaży gospodarstwa osobom trzecim otrzymywali zwrot poniesionych kosztów, a także zapłatę za poczynione prace wodno-melioracyjne i utrzymywanie w należytym porządku rowów, wałów i śluz. Osady olęderskie posiadały również prawo do nieskrępowanej sprzedaży własnych płodów rolnych i bydła.
We wsiach, które były lokowane całkowicie na nowo koloniści otrzymywali od roku do siedmiu lat wolnizny, co miało im ułatwić zagospodarowanie się. Także w przypadku zniszczenia osady na skutek działań wojennych lub klęsk elementarnych na pewien czas zwalniano mieszkańców od czynszów.
Powinności osadników wobec pana ograniczały się praktycznie do płacenia czynszów, ich przeciętna wysokość była zróżnicowana, podawana w różnych jednostkach monetarnych i obliczana na podstawie zróżnicowanych miar gruntu. Olędrzy z Prus Królewskich z reguły płacili wyższe czynsze niż osadnicy w Koronie, co wiązało się z lepszą dochodowością ziem pruskich, a także z tym, że nie byli oni pociągani do posług i robót dworskich. Czynsze w naturaliach były bardzo rzadko praktykowane na terenie prowincji. Obowiązek uiszczania czynszów spoczywał na całej gminie, która w razie niewypłacalności któregoś z osadników musiała uiścić za niego opłatę w pełnej wysokości, określonej w kontrakcie. Sprzyjało to także kształtowaniu się poczucia solidarności w stosunku do współmieszkańców gminy oraz wytwarzało poczucie odrębności od innych osad.
Mieli natomiast olędrzy obowiązek budowy oraz konserwacji wałów, tam ochronnych, grobli i mostów. Większość osad obowiązywał przymus propinacyjny, natomiast zezwalano osadnikom na ważenie piwa w czasie żniw na własny użytek. Poza tym okresem wolno było sprowadzać piwo z zewnątrz za zgodą pana z okazji uroczystości rodzinnych, jak wesela, chrzty i pogrzeby. Jednak niektóre z osad w Prusach Królewskich posiadały całkowitą swobodę warzenia piwa oraz kupowania go na zewnątrz, gdzie tylko zechcą. Przymus mielenia zboża w młynie pańskim także nie dotyczył wszystkich osadników i tak olędrzy mogli cieszyć się swobodą w tym zakresie, dopóki dzierżawca jednej z tych wsi nie pobuduje własnego młyna.
Olędrzy posiadali także prawo połowu ryb, z reguły w wodach położonych w granicach osady i na własny użytek. Niekiedy występowały serwituty rybne, jak w przypadku, gdy zezwalano osadnikom na połów ryb w wydzielonym obszarze Wisły. Z serwitutami pastwiskowymi na terenie Prus Królewskich się nie spotykamy, natomiast częste były przypadki dzierżawienia przez osady olęderskie lub pojedynczych kolonistów całych pastwisk. Tylko nieliczne wsie posiadały prawo polowania. Prawdopodobnie menonici z Prus Królewskich nie mieli prawa do korzystania z lasów pańskich, choć kwestia ta nie jest dostatecznie rozpoznana.
Wewnątrz osady koloniści rządzili się „prawem holenderskim”, które według niektórych badaczy było odmianą prawa chełmińskiego. Wszyscy mieszkańcy wsi byli sobie równi. Urząd sołtysa nie był dziedziczny, nie zależał też od nominacji pańskiej, lecz pochodził z wyboru dokonywanego przez wszystkich mieszkańców osady. W podobny sposób obierano ławników. Zazwyczaj wybory odbywały się co roku, chociaż w niektórych osadach kadencja sołtysa trwała dwa lub trzy lata. Jak wspomniano wyżej, sołtys i ławnicy zajmowali się sądzeniem drobniejszych przestępstw, zaś przestępstwa kryminalne i apelacje od wyroków znajdowały się w gestii pana feudalnego. Organizację samorządu i zakres jego działalności regulowały szczegółowo wilkierze wystawiane osobno dla każdej osady.
Majątek zmarłego osadnika dziedziczyli jego potomkowie, jednak w przypadku ich braku przypadał on nie gminie tylko panu. Opiekę nad sierotami i ich dobytkiem sprawowali krewni lub opiekunowie, którzy mieli dbać nie tylko o ich dobro i pomnażanie pozostawionego majątku, ale także o to by czynsz należny panu był uiszczany w niezmienionej wysokości i odpowiednim czasie.
Większość kontraktów osadniczych z Prus Królewskich nie zawiera wzmianek na dotyczących stosunku do Kościoła katolickiego. Jednak z innych źródeł wiadomo, że olędrzy płacili na jego rzecz dziesięcinę, tacę oraz inne świadczenia i to niezależnie od swojego wyznania[40].
Występowały duże różnice w systemie uprawy ziemi we wsiach na prawie chełmińskim gdzie dominowała trójpolówka a wsiami olęderskimi, gdzie każdy osadnik otrzymywał pole w jednym kawałku w postaci długiej wstęgi. Domy były usadowione u końca tych wstęg, zaś ulica była do nich prostopadła. Wieś miała więc zabudowę stosunkowo zwartą. Przeciętne gospodarstwo olęderskie miało prawdopodobnie 2 włóki chełmińskie, tak więc od chwili lokacji powstawały silne i samodzielne gospodarstwa. Znaczna była szerokość poszczególnych parcel, np. przy 30 ha i 2,5 km długości jej szerokość wynosiła ok. 120 m, było więc dużo miejsca na postawienie zabudowań mieszkalnych, gospodarczych i przydomowy ogród.
Sposób rozplanowania gospodarstwa został przeniesiony z Holandii. Mianowicie budowano jeden duży dom chłopski, który mieścił pod wspólnym dachem wszystkie budynki, także gospodarcze. Zazwyczaj z przodu takiego budynku znajdowała się mała przybudówka mieszkalna, niekiedy piętrowa, będąca mieszkaniem rodziców, którzy za życia przekazali gospodarstwo dzieciom, zaś sami zapewnili sobie tzw. dożywocie. Dalej następował właściwy dom mieszkalny złożony z kilku pokoi, czasami był on piętrowy lub mieścił pod wysokim dachem pokoiki mansardowe. Kolejną część stanowiła stajnia z oborą i chlewnią, za nimi znajdowała się stodoła będąca zakończeniem budynku. Pomiędzy stodołą a stajnią dość często dobudowywano do frontu osobne skrzydło, prostopadłe do całego budynku, w którym składowano siano, słomę i pasze.
Aby ochronić domostwa przed wiosennymi roztopami i powodziami stawiano zabudowania na wzniesieniach, a w przypadku ich braku sypano sztuczne pagórki. Nie były one jednak na tyle wysokie żeby uchronić zabudowania w czasie wielkiej powodzi. Jednakże wylewy i powodzie były wpisane w filozofię życiową menonitów. Górne partie budynków przewidziane były jako schronienie dla ludzi i inwentarza, już zawczasu umieszczano tam zapasy paszy i żywności. W czasie wiosennych roztopów Wisła zalewała dolne partie budynków, ale były one właściwie puste gdyż zawczasu uprzątano z nich wszystkie sprzęty. Straty czynione przez wodę traktowano jako rzecz niejako naturalną. Wiosenne wylewy miały także dobroczynny wpływ, gdyż namuły wiślane, które osiadały na polach podnosiły żyzność gleby. Ponieważ w dolnym biegu Wisła ma dość duży spadek wynoszący ok. 1 m na długości 5 km, wody rzeki nie zalegały zbyt długo na polach[41].
Rozbiory Polski przyniosły diametralną odmianę sytuacji prawnej społeczności menonickiej w Prusach Królewskich. W 1772 r. liczyła ona zaledwie 13 051 osób gospodarujących na 2 038 włókach. W mentalności menonickiej władca Prus Fryderyk II był naturalnym sukcesorem królów polskich, zaś wcielenie prowincji do jego monarchii stanowiło logiczne zastąpienie jednego władcy drugim. Liczyli oni na to, że tak jak z polskimi monarchami będą mogli wynegocjować potwierdzenie dotychczasowego stanu prawnego. Najbardziej żywotnymi problemami dla gmin menonickich stały się następujące kwestie: uregulowanie negatywnego stosunku do służby wojskowej, określenie rodzaju i wysokości ewentualnych obciążeń fiskalnych wobec miejscowych katolików i luteran oraz sprawa wolnego obrotu ziemią rolną.
W pierwszej połowie XVI w. na fali ruchów reformacyjnych we Wschodniej Fryzji (Holandia) narodził się nowy ruch religijny, którego założycielem był Menno Simons (1496-1591), stworzył on doktrynę, która wyrastała na gruncie istniejącego już ruchu antylurerańskiego i secesji antyzwingiliańskiej. Menonici (biorący swoją nazwę od imienia założyciela ruchu) nie akceptowali zwierzchnictwa Rzymu, uznawali tylko dwa sakramenty – komunię i chrzest dorosłych. Mieli wiele wspólnego z anabaptyzmem, z którego wyrastali, byli trynitarzami, uznawali boskość Chrystusa, ale mieli odmienne poglądy na jego ludzką naturę. W przeciwieństwie do teologów protestanckich Simons akcentował znaczenie wolnej woli człowieka przy jego zbawieniu, ponoszenia odpowiedzialności za własne czyny. Menonici odrzucali stosowanie przemocy, a w konsekwencji służbę wojskową; zgodnie ze słowami Ewangelii nie uznawali też przysiąg.
Z całego ruchu anabaptystycznego najbardziej wyróżniała menonitów idea życia wspólnotowego, nawiązująca do wspólnot pierwszych chrześcijan. Najlepszym sposobem na zaprowadzenie ładu w świecie był według M. Simonsa sakralny charakter gminy oraz oddzielenie jej od sporów i konfliktów społeczno-politycznych. Pełnoprawnym członkiem wspólnoty zostawało się po przyjęciu chrztu. Realizacja wspomnianej idei podobnie jak unikanie służby wojskowej, budziły zawsze największy niepokój władz i w XVIII w. stały się przyczyną kłopotów pruskich menonitów.
Szczytne założenia nie uchroniły ruchu przed rozłamem wewnętrznym, przyczyną którego nie były jednak sprawy dogmatyczne, tylko obyczajowe, m. in. kwestie związane z małżeństwem. Nie rozwiązane spory stały się przyczyną późniejszego rozłamu na gminy flamandzkie, złożone zazwyczaj z zamożnych kupców i rzemieślników z Flandrii i Zachodniej Fryzji, charakteryzujące się większą ortodoksyjnością i purytanizmem oraz gminy fryzyjskie, uboższe i traktowane przez pobratymców z pewnym lekceważeniem ze względu na „grubiaństwo” (prostotę) obyczajów.[34]
Do Prus Królewskich menonici zaczęli napływać w pierwszej połowie XVI w., kiedy to na skutek niepokojów i ruchów społeczno-religijnych w Niderlandach wiele osób uchodziło z ojczyzny ratując głowy i dobytek. Przyczyny ich emigracji były dwojakiej natury, jedną z nich było poszukiwanie kraju, w którym by posiadali wolność praktykowania swojego wyznania, drugą zaś sprawy natury ekonomicznej związane ze zniszczeniami dokonanymi przez wojska hiszpańskie w Niderlandach w XVI w. oraz klęskami głodu, powodziami i epidemią dżumy, które spowodowały ruinę gospodarczą kraju. Na opuszczenie ojczyzny decydowały się osoby stosunkowo zamożne, które stać było na opłacenie podróży morskiej, a także zapłacenie dość wysokiego „wkupnego” przy obejmowaniu nowych gruntów. Skierowanie się uchodźców do Prus Królewskich (oraz Książęcych) spowodowane było między innymi ożywionymi stosunkami handlowymi, które łączyły te prowincje Rzeczypospolitej z Niderlandami.
Imigracja holenderska spotkała się w Polsce z życzliwym przyjęciem, ponieważ feudałowie dążyli do powiększenia swoich dochodów poprzez zwiększanie areału uprawnego drogą osuszania terenów podmokłych, zasiedlania pustek, nieużytków i trzebienia lasów a także intensywniejszego wykorzystania pastwisk i ugorów. Próby zasiedlenia Żuław Gdańskich przez ludność rodzimą w drugiej połowie XV w. skończyły się niepowodzeniem. Natomiast zasiedlenie tych terenów ludnością holenderską począwszy od lat trzydziestych następnego stulecia zakończyło się sukcesem, gdyż dysponowała ona wyższą techniką rolną, ponadto posiadała umiejętność osuszania terenów podmokłych za pomocą złożonego systemu rowów odwadniających oraz tam i grobli. Ten przykład zachęcił tenutariuszy królewszczyzn, administratorów dóbr kościelnych oraz miasta i szlachtę do sprowadzania Holendrów w celu zagospodarowywania dalszych pustek i nieużytków[35].
W pierwszym okresie osadnictwa na prawie holenderskim większość miejscowości tego typu zakładano na gruntach nizinnych i podmokłych, później jednak, zwłaszcza po zniszczeniach z okresu wojen szwedzkich, zaczęto je lokować na gruntach pustych i zaniedbanych. Chociaż pierwotnie termin „holender” czy „olęder” oznaczał także narodowość, w okresie późniejszym (XVII-XVIII w.) zmienił swój zakres oznaczając przede wszystkim człowieka wolnego, dzierżawiącego na prawie emfiteutycznym grunty podmokłe, nizinne i karczowiska. Wśród kolonistów na prawie holenderskim spotykamy później także Niemców i Polaków, z drugiej strony część etnicznych Holendrów uległa germanizacji, nie można jednak rozciągać tego zjawiska na całą zbiorowość i utożsamiać menonitów z Niemcami, jak czyniła to starsza literatura niemiecka[39].
Organizację gmin olęderskich możemy poznać dzięki zachowanym przywilejom osadniczym, czyli tzw. kontraktom. W Prusach Królewskich sporządzano je zazwyczaj w języku łacińskim lub niemieckim, chociaż spotykamy też dokumenty polskojęzyczne. Kontrakt osadniczy wydawany przez pana feudalnego gminie olęderskiej był formalnie aktem jednostronnym, ale w rzeczywistości była to umowa dwustronna – pana z osadnikami. Przywilej taki był bowiem wystawiany dopiero po wcześniejszym ustaleniu warunków przez pana i grupę osadników lub ich reprezentanta, jeśli lokowano nową osadę lub zorganizowaną gminę olęderską (ewentualnie jej zastępcę) w przypadku odnawiania kontraktu.
Kontrakty osadnicze regulowały i określały szereg spraw wchodzących w zakres prawa publicznego i prywatnego. Ich podstawowym zadaniem było sprecyzowanie stosunku osadników do pana i gruntu, wzajemnych praw i obowiązków, przede wszystkim zaś zagwarantowanie olędrom wolności osobistej oraz prawa do samorządu i sądownictwa gminnego. Karola Ciesielska ustaliła, że kontrakty te dotyczyły w większości następujących kwestii: zależności prawnej olędrów od pana; zakresu pańskiej władzy sądowniczej; zależności gruntowej osadników; praw rzeczowych, tj. okresu dzierżawy, praw użytkowych i wolności handlu; powinności dworskich (czynszów i robocizn); przymusu propinacyjnego i przymusu mielenia zboża w młynie pańskim; serwitutów rybnych, pastwiskowych i leśnych; samorządu gminnego; sądownictwa; szkolnictwa; prawa spadkowego; opieki nad sierotami; stosunku do Kościoła katolickiego i powinności kościelnych oraz powinności publicznych.
Olędrzy byli ludźmi osobiście wolnymi, ich zależność od pana feudalnego sprowadzała się do zależności sądowej. Pański sąd patrymonialny w pierwszej instancji rozsądzał cięższe przestępstwa, wyjęte spod jurysdykcji gminnej, w drugiej zaś rozpatrywał apelacje od wyroków sądu sołtysiego. Prawdopodobnie z tytułu sprawowania zwierzchności sądowniczej nad osadnikami pan nie pobierał żadnych opłat, inaczej niż w przypadku wsi na prawie chełmińskim.
Forma zależności gruntowej łącząca osadników holenderskich z panem feudalnym była o wiele korzystniejsza niż miało to miejsce w przypadku chłopów pańszczyźnianych. Olędrzy związani byli z ziemią pańską tylko umową dzierżawną i to nadzwyczaj korzystną, bo długoterminową. Najchętniej zawierano umowy na okres 30-60 lat, chociaż już w drugiej połowie XVII i w XVIII w. pojawiły się umowy na zasadzie dzierżawy wieczystej. Zakres praw osadników do dzierżawionej ziemi był bardzo szeroki, natomiast prawa pana do ziemi w okresie trwania umowy ograniczały się jedynie do pobierania ustalonych wcześniej świadczeń.
Przy zawieraniu kontraktu i przejmowanie gruntów w użytkowanie osadnicy płacili feudałowi „wkupne” (gottespfenik), którego wysokość była znaczna, ponieważ przeciętnie stanowiła 1/10 czynszu ustalonego na cały okres dzierżawy. W Prusach Królewskich osadnicy musieli płacić „wkupne” przy każdorazowym odnawianiu kontraktu z feudałem, inaczej niż np. w Wielkopolsce, gdzie opłatę tę uiszczało się jednorazowo, przy obejmowaniu gruntu w wieczyste posiadanie.
Za zgodą macierzystej gminy i pana olęder mógł w każdej chwili sprzedać swoje gospodarstwo osobom trzecim. Pan był zwykle zainteresowany tylko tym by przy ewentualnych zmianach nie ucierpiał wysokość przysługującego mu czynszu. Osadnicy dysponowali także prawie nieskrępowaną wolnością opuszczania gruntu i sprzedaży zabudowań lub ich rozebrania. W chwili wygaśnięcia kontraktu lub sprzedaży gospodarstwa osobom trzecim otrzymywali zwrot poniesionych kosztów, a także zapłatę za poczynione prace wodno-melioracyjne i utrzymywanie w należytym porządku rowów, wałów i śluz. Osady olęderskie posiadały również prawo do nieskrępowanej sprzedaży własnych płodów rolnych i bydła.
We wsiach, które były lokowane całkowicie na nowo koloniści otrzymywali od roku do siedmiu lat wolnizny, co miało im ułatwić zagospodarowanie się. Także w przypadku zniszczenia osady na skutek działań wojennych lub klęsk elementarnych na pewien czas zwalniano mieszkańców od czynszów.
Powinności osadników wobec pana ograniczały się praktycznie do płacenia czynszów, ich przeciętna wysokość była zróżnicowana, podawana w różnych jednostkach monetarnych i obliczana na podstawie zróżnicowanych miar gruntu. Olędrzy z Prus Królewskich z reguły płacili wyższe czynsze niż osadnicy w Koronie, co wiązało się z lepszą dochodowością ziem pruskich, a także z tym, że nie byli oni pociągani do posług i robót dworskich. Czynsze w naturaliach były bardzo rzadko praktykowane na terenie prowincji. Obowiązek uiszczania czynszów spoczywał na całej gminie, która w razie niewypłacalności któregoś z osadników musiała uiścić za niego opłatę w pełnej wysokości, określonej w kontrakcie. Sprzyjało to także kształtowaniu się poczucia solidarności w stosunku do współmieszkańców gminy oraz wytwarzało poczucie odrębności od innych osad.
Mieli natomiast olędrzy obowiązek budowy oraz konserwacji wałów, tam ochronnych, grobli i mostów. Większość osad obowiązywał przymus propinacyjny, natomiast zezwalano osadnikom na ważenie piwa w czasie żniw na własny użytek. Poza tym okresem wolno było sprowadzać piwo z zewnątrz za zgodą pana z okazji uroczystości rodzinnych, jak wesela, chrzty i pogrzeby. Jednak niektóre z osad w Prusach Królewskich posiadały całkowitą swobodę warzenia piwa oraz kupowania go na zewnątrz, gdzie tylko zechcą. Przymus mielenia zboża w młynie pańskim także nie dotyczył wszystkich osadników i tak olędrzy mogli cieszyć się swobodą w tym zakresie, dopóki dzierżawca jednej z tych wsi nie pobuduje własnego młyna.
Olędrzy posiadali także prawo połowu ryb, z reguły w wodach położonych w granicach osady i na własny użytek. Niekiedy występowały serwituty rybne, jak w przypadku, gdy zezwalano osadnikom na połów ryb w wydzielonym obszarze Wisły. Z serwitutami pastwiskowymi na terenie Prus Królewskich się nie spotykamy, natomiast częste były przypadki dzierżawienia przez osady olęderskie lub pojedynczych kolonistów całych pastwisk. Tylko nieliczne wsie posiadały prawo polowania. Prawdopodobnie menonici z Prus Królewskich nie mieli prawa do korzystania z lasów pańskich, choć kwestia ta nie jest dostatecznie rozpoznana.
Wewnątrz osady koloniści rządzili się „prawem holenderskim”, które według niektórych badaczy było odmianą prawa chełmińskiego. Wszyscy mieszkańcy wsi byli sobie równi. Urząd sołtysa nie był dziedziczny, nie zależał też od nominacji pańskiej, lecz pochodził z wyboru dokonywanego przez wszystkich mieszkańców osady. W podobny sposób obierano ławników. Zazwyczaj wybory odbywały się co roku, chociaż w niektórych osadach kadencja sołtysa trwała dwa lub trzy lata. Jak wspomniano wyżej, sołtys i ławnicy zajmowali się sądzeniem drobniejszych przestępstw, zaś przestępstwa kryminalne i apelacje od wyroków znajdowały się w gestii pana feudalnego. Organizację samorządu i zakres jego działalności regulowały szczegółowo wilkierze wystawiane osobno dla każdej osady.
Majątek zmarłego osadnika dziedziczyli jego potomkowie, jednak w przypadku ich braku przypadał on nie gminie tylko panu. Opiekę nad sierotami i ich dobytkiem sprawowali krewni lub opiekunowie, którzy mieli dbać nie tylko o ich dobro i pomnażanie pozostawionego majątku, ale także o to by czynsz należny panu był uiszczany w niezmienionej wysokości i odpowiednim czasie.
Większość kontraktów osadniczych z Prus Królewskich nie zawiera wzmianek na dotyczących stosunku do Kościoła katolickiego. Jednak z innych źródeł wiadomo, że olędrzy płacili na jego rzecz dziesięcinę, tacę oraz inne świadczenia i to niezależnie od swojego wyznania[40].
Występowały duże różnice w systemie uprawy ziemi we wsiach na prawie chełmińskim gdzie dominowała trójpolówka a wsiami olęderskimi, gdzie każdy osadnik otrzymywał pole w jednym kawałku w postaci długiej wstęgi. Domy były usadowione u końca tych wstęg, zaś ulica była do nich prostopadła. Wieś miała więc zabudowę stosunkowo zwartą. Przeciętne gospodarstwo olęderskie miało prawdopodobnie 2 włóki chełmińskie, tak więc od chwili lokacji powstawały silne i samodzielne gospodarstwa. Znaczna była szerokość poszczególnych parcel, np. przy 30 ha i 2,5 km długości jej szerokość wynosiła ok. 120 m, było więc dużo miejsca na postawienie zabudowań mieszkalnych, gospodarczych i przydomowy ogród.
Sposób rozplanowania gospodarstwa został przeniesiony z Holandii. Mianowicie budowano jeden duży dom chłopski, który mieścił pod wspólnym dachem wszystkie budynki, także gospodarcze. Zazwyczaj z przodu takiego budynku znajdowała się mała przybudówka mieszkalna, niekiedy piętrowa, będąca mieszkaniem rodziców, którzy za życia przekazali gospodarstwo dzieciom, zaś sami zapewnili sobie tzw. dożywocie. Dalej następował właściwy dom mieszkalny złożony z kilku pokoi, czasami był on piętrowy lub mieścił pod wysokim dachem pokoiki mansardowe. Kolejną część stanowiła stajnia z oborą i chlewnią, za nimi znajdowała się stodoła będąca zakończeniem budynku. Pomiędzy stodołą a stajnią dość często dobudowywano do frontu osobne skrzydło, prostopadłe do całego budynku, w którym składowano siano, słomę i pasze.
Aby ochronić domostwa przed wiosennymi roztopami i powodziami stawiano zabudowania na wzniesieniach, a w przypadku ich braku sypano sztuczne pagórki. Nie były one jednak na tyle wysokie żeby uchronić zabudowania w czasie wielkiej powodzi. Jednakże wylewy i powodzie były wpisane w filozofię życiową menonitów. Górne partie budynków przewidziane były jako schronienie dla ludzi i inwentarza, już zawczasu umieszczano tam zapasy paszy i żywności. W czasie wiosennych roztopów Wisła zalewała dolne partie budynków, ale były one właściwie puste gdyż zawczasu uprzątano z nich wszystkie sprzęty. Straty czynione przez wodę traktowano jako rzecz niejako naturalną. Wiosenne wylewy miały także dobroczynny wpływ, gdyż namuły wiślane, które osiadały na polach podnosiły żyzność gleby. Ponieważ w dolnym biegu Wisła ma dość duży spadek wynoszący ok. 1 m na długości 5 km, wody rzeki nie zalegały zbyt długo na polach[41].
Rozbiory Polski przyniosły diametralną odmianę sytuacji prawnej społeczności menonickiej w Prusach Królewskich. W 1772 r. liczyła ona zaledwie 13 051 osób gospodarujących na 2 038 włókach. W mentalności menonickiej władca Prus Fryderyk II był naturalnym sukcesorem królów polskich, zaś wcielenie prowincji do jego monarchii stanowiło logiczne zastąpienie jednego władcy drugim. Liczyli oni na to, że tak jak z polskimi monarchami będą mogli wynegocjować potwierdzenie dotychczasowego stanu prawnego. Najbardziej żywotnymi problemami dla gmin menonickich stały się następujące kwestie: uregulowanie negatywnego stosunku do służby wojskowej, określenie rodzaju i wysokości ewentualnych obciążeń fiskalnych wobec miejscowych katolików i luteran oraz sprawa wolnego obrotu ziemią rolną.
Władze państwowe niższego szczebla uzależniały swoje decyzje dotyczące wspólnot menonickich od zgody kolejnych monarchów pruskich, menonici zaś uzyskiwali od nich jedynie drobne ustępstwa, które nie niwelowały przerażającego dla nich zagrożenia służbą wojskową. Ponadto w 1774 r. zostali obłożeni podatkiem ochronnym w wysokości 5 tys. talarów rocznie, który władze przeznaczyły na budowę i utrzymanie szkoły kadetów dla polskiej młodzieży w Chełmnie. Prócz tego wprowadzono uciążliwe ograniczenia w wolnym obrocie ziemią rolną, dążąc do utrzymania na stałym poziomie powierzchni gruntów, których właściciele byli zwolnieni od służby wojskowej. Te i inne niedogodności, sprowadzające się do ciągłego poczucia niepewności, braku stabilizacji prawnej, spowodowały że menonici zaczęli korzystać z nadarzającej się wówczas możliwości emigracji do Rosji, która w drugiej połowie XVIII w. opanowała ostatecznie terytoria położone na wybrzeżach czarnomorskich na południowej Ukrainie.
Menonici wynegocjowali korzystne dla siebie warunki, zostali nawet przyjęci na osobistej audiencji przez carycę Katarzynę II i już na wiosnę 1788 r. pierwsza grupa osadników wyjechała do nowej ojczyzny. Droga emigrantów wiodła lądem przez Białystok lub morzem przez Królewiec i Rygę, potem dalej lądem na południe Rosji. Determinacja menonitów musiała być wielka, skoro nie zniechęciły ich szykany władz pruskich, wysokie koszta podróży, a nawet działania wojenne na terenie Rosji. Ów ruch emigracyjny trwał do przełomu wieków XVIII / XIX, a jego rezultatem był spadek demograficzny populacji menonickiej. W emigracji do Rosji obok menonitów z Żuław największy udział mieli ich współwyznawcy z okolic Świecia na południowym Kociewiu. Kresem istnienia wspólnot menonickich tak w Polsce jak i w południowej Rosji była druga wojna światowa.
[34] Andrzej Pabian, Życie religijne wspólnoty mennonickiej w Prusach Królewskich w XVI-XVIII wieku, [w:] Materiały I Zjazdu Mennonickiego im. Helmuta Reimera, pod red. Romana Klima, Tczew 1994, s. 22-42.[34] Andrzej Pabian, Życie religijne wspólnoty mennonickiej w Prusach Królewskich w XVI-XVIII wieku, [w:] Materiały I Zjazdu Mennonickiego im. Helmuta Reimera, pod red. Romana Klima, Tczew 1994, s. 22-42.
[35] Karola Ciesielska, Osadnictwo „olęderskie” w Prusach Królewskich i na Kujawach w świetle kontraktów osadniczych, „Studia i Materiały do Dziejów Wielkopolski i Pomorza”, 1958, t. IV, z. 2, s. 219-221.
[36] Tamże, s. 222.
[37] Walther Maas, Zur Siedlungskunde Westpreußens 1466-1772, Marbug/Lahn 1958 r.
[39] K. Ciesielska, dz. cyt, s. 226.
[40] Tamże, s. 226-242.
[41] Zdzisław Ludkiewicz, Osady holenderskie na Nizinie Sartawicko-Nowskiej, Toruń 1934, s. 37-40. Por. także: Emanuel Okoń, Próba typologii budownictwa holenderskiego w świetle zebranych materiałów na terenie województwa bydgoskiego, „Materiały do Dziejów Kultury i Sztuki Bydgoszczy i Regionu”, 1996, z. 1, s. 111-114.
[35] Karola Ciesielska, Osadnictwo „olęderskie” w Prusach Królewskich i na Kujawach w świetle kontraktów osadniczych, „Studia i Materiały do Dziejów Wielkopolski i Pomorza”, 1958, t. IV, z. 2, s. 219-221.
[36] Tamże, s. 222.
[37] Walther Maas, Zur Siedlungskunde Westpreußens 1466-1772, Marbug/Lahn 1958 r.
[39] K. Ciesielska, dz. cyt, s. 226.
[40] Tamże, s. 226-242.
[41] Zdzisław Ludkiewicz, Osady holenderskie na Nizinie Sartawicko-Nowskiej, Toruń 1934, s. 37-40. Por. także: Emanuel Okoń, Próba typologii budownictwa holenderskiego w świetle zebranych materiałów na terenie województwa bydgoskiego, „Materiały do Dziejów Kultury i Sztuki Bydgoszczy i Regionu”, 1996, z. 1, s. 111-114.
| « poprzednia | następna » |
|---|